Madryt - Apokalipsa
Rzeczpospolita: Małgorzata Tryc-Ostrowska,
Reuteurs | 2004-03-11 19:23:17
Największy atak terrorystyczny we współczesnej Europie. W zamachach bombowych dokonanych wczoraj rano w pociągach podmiejskich jadących do Madrytu zginęło ponad 190 osób, a około 1250 zostało rannych. Wśród ciężko rannych jest Polak.
Rząd Hiszpanii początkowo nie miał wątpliwości, że sprawcami zamachów są baskijscy terroryści.
- Terroryści chcieli spowodować jak największe straty, mamy do czynienia z masakrą. Zabili mnóstwo ludzi z tego prostego powodu, że byli Hiszpanami - powiedział premier José Maria Aznar. Zapewnił, że Hiszpanie "skończą z terrorystyczną bandą". Ze zrzucaniem odpowiedzialności na Basków nie godził się Arnaldo Otegi, przywódca zdelegalizowanego ugrupowania Batasuna, uchodzącego za polityczne ramię ETA - zbrojnej organizacji baskijskich separatystów. Sugerował, że za atakami stoi al-Qaida.
Dwanaście godzin po zamachu, szef MSW Angel Acebes przyznał, że należy zachować ostrożność i badać różne tropy. Powiedział to, gdy okazało się, że w pobliżu stacji w Alcala de Henares, skąd wyruszyły zaatakowane pociągi, znaleziono skradzioną ciężarówkę, a w niej kasetę z nagraniem wersetów Koranu po arabsku i siedem detonatorów.
Do zamachów doszło w czwartek między 7,39 a 7,42, w godzinach porannego szczytu, kiedy jadące w kierunku centrum Madrytu pociągi wypełnione są mieszkańcami przedmieść: ludźmi dojeżdżającymi do pracy oraz licealistami i studentami spieszącymi do szkół i na uczelnie. Eksplozje następowały w krótkich odstępach po sobie. Było ich w sumie trzynaście. Później okazało się, że dziesięć bomb wybuchło w czterech pociągach, a trzy znalazła i zdetonowała policja. Dwa składy wyleciały w powietrze na dworcu Atocha w centrum Madrytu, trzeci na wysokości stacji El Pozo, czwarty w Santa Eugenia na obrzeżach hiszpańskiej stolicy. Jeden z pociągów jechał z położonej około 35 km na północ od stolicy miejscowości Alcala de Henares, gdzie mieszka kilka tysięcy Polaków. Wielu dojeżdża do pracy do Madrytu. - Niestety, okazało się, że wśród ciężko rannych jest jeden obywatel polski, mieszkający w Hiszpanii. Przebywa w jednym z madryckich szpitali. Odwiedził go przedstawiciel ambasady, ale rozmowa z nim była utrudniona, gdyż znajdował się pod wpływem środków przeciwbólowych - powiedziała "Rz" Anna Wawrzyńczak, radca prasowy Ambasady RP w Madrycie.
Obraz po zamachach był wszędzie podobny. Tory zasłane fragmentami ciał, ociekający krwią ranni w poszarpanych ubraniach, ewakuowani z dworców przez ekipy ratunkowe. Ratownicy próbujący uwolnić pasażerów uwięzionych we wrakach wagonów.
- To prawdziwa jatka - powiedział dziennikarce AFP sanitariusz Enrique Sanchez. - Dantejskie, apokaliptyczne sceny - opisywał Jose Garcia sytuację na stacji Santa Eugenia.
- Odczuliśmy silny wstrząs, zgasły światła. W wagonie, którym podróżowałem, wybuchła panika. Ludzie nie wiedzieli, co się dzieje. Nie mogliśmy otworzyć drzwi. Następny wagon był pełen trupów, niektóre w pozycji siedzącej, kompletnie spalone. Ciała leżały także na torach - opowiadał na dworcu Atocha Antonio Villacanes.
- To było straszne. Po eksplozji ludzie rzucili się na podłogę. Potem wyszliśmy, upewniliśmy się, że nic nie nadjeżdża z przeciwka, i przeszliśmy przez tory. Ziemia była usłana zwłokami, ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krzyczeli - relacjonowała zapłakana studentka Isabel Vega.
Cudownie ocaleni po opuszczeniu dworca siadali na krawężnikach i przez telefony komórkowe usiłowali poinformować rodziny, że żyją. Ci, którzy wyszli cało z zamachu, przeżyli horror - aby przedostać się na peron, musieli przeskakiwać przez leżące na torach ciała.
W pobliskiej szkole zorganizowano szpital polowy. Okrytych kocami rannych ułożono na podłodze. Ciężej poszkodowanych odwożono do szpitali, niekiedy na przedmieściach, bo w centrum miasta zabrakło wolnych łóżek. Na apel lekarzy o oddawanie krwi odpowiedziały natychmiast setki osób. Przechodnie spontanicznie włączali się do akcji ratunkowej.
Jeden z pawilonów madryckich targów zamieniono w kostnicę. Około 70 lekarzy sądowych próbowało zidentyfikować przywożone tu ciała i szczątki ofiar. Stu psychologów zajmowało się zdruzgotanymi rodzinami.
Chociaż nikt się nie przyznał do zamachów, rząd od początku nie miał wątpliwości, że dokonała ich ETA.
- ETA osiągnęła cel - powiedział wkrótce po zamachu minister spraw wewnętrznych Angel Acebes. Przytoczył kilka faktów przemawiających za winą tej organizacji. Użyty do ataku dynamit (około 200 kg) to materiał wybuchowy, który zwykle stosują baskijscy terroryści. Zdarzało się, że podrzucali plecaki wypełnione dynamitem i zdalnie je detonowali. W wigilię Bożego Narodzenia ETA umieściła dwie bomby w pociągach jadących do Madrytu. Miały eksplodować na dworcu Chamartin. Policja aresztowała jednak zamachowców i zapobiegła tragedii. 29 lutego zatrzymana została jadąca do Madrytu furgonetka z 500 kg materiałów wybuchowych.
Wczoraj zaczęto poszukiwać dwóch mężczyzn, którzy na krótko przed eksplozjami wsiedli do pociągu na dworcu Atocha, ale zaraz z niego wysiedli i szybko się oddalili.
Z kolei Arnaldo Otegi, przywódca zdelegalizowanego ugrupowania Batasuna, uchodzącego za polityczne ramię ETA, nie wyobraża sobie, by Baskowie mogli stać za zamachami. Otegi potępił "ślepe akcje przeciwko ludziom, którzy jechali do pracy", i przypomniał, że ETA dotychczas zawsze wcześniej uprzedzała o planowanych zamachach, by dać policji szansę na rozbrojenie bomb lub przynajmniej na ewakuowanie ludzi. Jego zdaniem, wczorajsze zamachy to dzieło "arabskiego ruchu oporu".
Opinię tego baskijskiego ekstremisty podzielają niektórzy zagraniczni eksperci. Zwracają uwagę, że skala operacji, zastosowana strategia i doskonałe skoordynowanie akcji nie przypominają dotychczasowych sposobów działania ETA. To opinia szefa Europolu Jorgena Storbecka. Brytyjski ekspert, profesor Anthony Gooch powiedział BBC, że nie byłby zaskoczony, "gdyby maczała w tym palce al-Qaida i inne grupy islamskich ekstremistów". Baskijscy separatyści - przypomniał - nie atakowali celów cywilnych na tak wielką skalę. W całej swej 36-letniej historii ETA zabiła około 800 osób, a w najbardziej krwawym z jej zamachów - na supermarket w Barcelonie (19 czerwca 1987 roku) - zginęło 21 osób. W Europie tak tragicznego w skutkach zamachu nie notowano od eksplozji w samolocie PanAm nad Lockerbie. Ktoś zauważył, że zamachu dokonano jedenastego, dwa i pół roku po ataku na Amerykę z 11 września 2001 roku.
Baza międzynarodowych terrorystów
Al-Qaida (Baza) to wielonarodowa organizacja terrorystyczna o zasięgu światowym. Powstała w 1988 roku, by walczyć z wojskami sowieckimi w Afganistanie. Jej twórcą jest Osama bin Laden, który prawdopodobnie do dziś stoi na jej czele. Jej członkowie to
Hasłem przewodnim organizacji jest zjednoczenie wszystkich muzułmanów na całym świecie.
Członkowie i zwolennicy Bazy mogą być w 50 krajach świata, między innymi w Arabii Saudyjskiej, Jemenie, Egipcie, Pakistanie, Czeczenii, Algierii, Malezji, Indonezji i Afganistanie. Niedawno pojawiły się pogłoski, że al-Qaida swe kryjówki ma również na
W ciągu ostatnich pięciu lat terroryści z al-Qaidy dokonali prawie 30 zamachów, w których zginęło ponad 3,5 tysiąca ludzi, m.in. w Stambule, gdy 15 listopada 2003 r. zginęło 25 osób; w Maroku, gdy16 maja 2003 roku zginęło prawie 30 osób, a ponad 100 zostało rannych; na indonezyjskiej wyspie Bali, gdy 12 października 2002 r. zginęły 202 osoby, w tym polska dziennikarka Beata Pawlak; na tunezyjskiej wyspie Dżerba, gdy 11 kwietnia 2002 r. zginęło 21 osób, w większości niemieckich turystów; i największy z 11 września 2001 r., gdy w Nowym Jorku i Waszyngtonie zginęło prawie 3 tysiące osób.
Mikros³uchawka
Komentarze (2):
Forum zablokowane!