Dodawanie komentarza

Do tematu: Krokodyle łzy

Krokodyle łzy

Witold Filipowicz | 2006-09-02 06:53:59

Zmiana ordynacji wyborczej do samorzÄ…dów wzbudza coraz wiÄ™ksze emocje. Przede wszystkim poÅ›ród polityków i dziaÅ‚aczy samorzÄ…dowych. PrzeciÄ™tny obywatel, czÅ‚onek wspólnoty terytorialnej, jakoÅ› niespecjalnie ekscytuje siÄ™ tÄ… wrzawÄ… i bataliami o prymat w tej części administracji. Co najwyżej rejestruje, bez szczególnych emocji, codzienne doniesienia o najnowszych pomysÅ‚ach poszczególnych ugrupowaÅ„ w sprawie zwiÄ…zków, nierzadko egzotycznych, byle zdobyć najwiÄ™kszÄ… liczbÄ™ gÅ‚osów. A przecież to ta wÅ‚aÅ›nie wÅ‚adza, najbliższa – w teorii – obywatelowi, powinna go obchodzić najbardziej.

Kampania wyborcza do samorzÄ…dów w praktyce od dawna niczym siÄ™ już nie odróżnia od kampanii wyborczych do parlamentu czy prezydenckiej. Ugrupowania polityczne chwytajÄ… siÄ™ rozmaitych sposobów, by zdobyć jak najwiÄ™ksze poparcie. Niektórzy, jak zwykle, nie przebierajÄ… w Å›rodkach, posuwajÄ…c siÄ™, tradycyjnie już, do obrzucania bÅ‚otem najgroźniejszych – ich zdaniem - konkurentów.

Szczególnej krytyce, nie tylko zresztą polityków, poddawana jest zmiana ordynacji. Możliwość tworzenia bloków wyborczych, polepionych okazjonalnie z wielu partii, daje, oczywiście, większe szanse na osiągniecie lepszych wyników. Teoretycznie, głosy na taki zlepek zwany blokiem wyborczym, powinny się sumować, co przełoży się później na liczbę mandatów. Jak potem będzie wyglądał podział tych mandatów na poszczególnych beneficjentów, to już całkiem inny film. Dotrzymywanie umów, szczególnie w porozumieniach politycznych, nie jest raczej polską specjalnością.

Chodzi więc o to, by silne partie zebrały wokół siebie jak najwięcej chętnych do wspólnego pochodu po władzę. Tym razem po władzę w samorządach.

Koalicja rządząca obrała racjonalny kierunek, choć metody, zarówno z uwagi na czas i sposób zmiany ordynacji może być, i jest kością niezgody i przyczyną ataków ze strony opozycji. Ta z kolei, krytykując i zarzucając koalicji łamanie zasad i dążenie do upolitycznienia administracji samorządowej, sama gorączkowo poszukuje wsparcia i wzmocnienia swoich szeregów. Też racjonalne podejście wobec przesądzonej już właściwie zmiany reguł wyborczych.

Jedni drugim wciąż coÅ› zarzucajÄ…, wszyscy – jak zwykle – prezentujÄ… siebie jako kandydaci najlepsi i bezalternatywni, na wyÅ›cigi skÅ‚adajÄ… wciąż te same obietnice. Czyli nic nowego.

A gdzie w tym rozgardiaszu podział się obywatel? Mało go widać, a jeśli już gdzieś zostanie zagadnięty o poglądy na temat obecnej sytuacji, najczęściej wzrusza ramionami. Niejeden splunie, a i zakląć potrafi.

Czyżby taka postawa obywatela była czymś naturalnym? Sprawy fundamentalne dla własnego kraju były nam naprawdę obojętne? Czy ci wszyscy dobroczyńcy, wszystkich barw i wszystkich poglądów, zainteresowali się bliżej skąd ta obojętność przeciętnego obywatela się bierze?

Dlaczego na zadawane pytania o preferencje, o poparcie w nadchodzÄ…cych wyborach zdarzajÄ… siÄ™ i takie wypowiedzi, że „wszyscyÅ›cie zÅ‚odzieje i Å‚ajdacy”?

Reaktywowanie w 1990 roku samorzÄ…dów terytorialnych przebiegaÅ‚o pod hasÅ‚ami – o ironio! – „bliżej ludzi”. Jakby coÅ› znajomego. Minęło 17 lat i tÄ™ bliskość ludzkich spraw kwituje siÄ™ wÅ‚aÅ›nie owym „wszyscyÅ›cie tacy lub owacy”.

Vox populi, vox dei, chciałoby się przypomnieć obecnym harcownikom na arenie wyborczej. A szczególnie polecić powrót, jeśli nie pamięcią, to choć lekturą do idei samorządności sprzed tych kilkunastu lat.

To mieszkaniec gminy, później powiatu i województwa miał być faktycznym gospodarzem na terenie swojej wspólnoty. To mieszkaniec miał decydować o swoim losie, o rozwoju, o bezpieczeństwie, o wszelkich sprawach, jakimi miały zajmować się samorządy terytorialne. To w końcu mieszkaniec, członek wspólnoty terytorialnej, miał decydować, kto zasiądzie we władzach samorządowych, by reprezentować interesy mieszkańca i całej wspólnoty. I to obywatel miał mieć realną władzę, by ustanowionych przez siebie reprezentantów rozliczać z ich działalności, a w razie potrzeby zmieść ich ze świecznika lokalnego, gdy taki jeden z drugim sprzeniewierzy się interesom własnej wspólnoty.

Co pozostaÅ‚o z tych idei? Znajdujemy echa oceny w tej obojÄ™tnoÅ›ci, w gÅ‚osach rozgoryczenia, a w koÅ„cu i w owym „wszyscyÅ›cie tacy i owacy”.

Degenerowanie się tzw. władzy samorządowej postępowało niemal od początku jej reaktywacji. Początkowo niedostrzegalnie, bo przemilczanie sygnałów o patologiach miało służyć dobru idei samorządności. Tak pokrętnie, przed laty, tłumaczono propagandę świetlanego obrazu wspólnot. Efekty takiej strusiej polityki mamy teraz widoczne jak na dłoni. Czymś niemal powszechnym stały się takie sytuacje, że wójt, burmistrz czy prezydent miasta potrafi zarządzać sprawami wspólnoty z więziennej celi. Ulokowany tam za malwersacje finansów publicznych.

Świadome niszczenie przez miejscowych watażków kreatywności, inicjatywy, prób aktywnego udziału obywatela w życiu publicznym samorządów, chęci udziału w rozwiązywania problemów swojej wspólnoty, to powszechny już obrazek samorządności terytorialnej. W oficjalnych wieściach pokazuje się osiągnięcia poszczególnych gmin. One są, niezaprzeczalnie. Ale można odnieść wrażenie, że ukazywane są jakieś wyjątki, na dodatek w sposób odwrotnie proporcjonalny do ich liczby. Półgodzinny program o jednej gminie i jej sukcesach i sekundowe migawki o dziesiątkach samorządowych działaczy, co albo już siedzą w ciupie, albo prokuratura ich właśnie rozpracowuje.

Przytoczona wyżej wypowiedź – „wszyscyÅ›cie zÅ‚odziej i Å‚ajdacy” – nie jest ani anegdotÄ…, ani gÅ‚osem odosobnionym.

Gdyby zaistniaÅ‚o rzeczywiÅ›cie autentyczne spoÅ‚eczeÅ„stwo obywatelskie, to te i podobne gÅ‚osy, łączÄ…c siÄ™ ze sobÄ… w zgodne współdziaÅ‚anie, sprawnie kÅ‚adÅ‚oby kres sobiepaÅ„stwu lokalnych wÅ‚adyków. Wspólnota ma – niestety, tylko na papierze – instrumenty prawne do przywracania normalnoÅ›ci na swoim terenie. Choćby referendum. Ale by ten instrument mógÅ‚ zagrać peÅ‚niÄ… dźwiÄ™ku, potrzebne jest dziaÅ‚anie wspólne i swiadomość swoich praw oraz możliwość ich realizacji.

Dlaczego więc tak trudno, tak rzadko obywatele korzystają ze środków, jakie daje im prawo? Ponieważ od siedemnastu lat żadnej władzy, obojętnie jakiej opcji i jakiego szczebla, nie zależało i nadal nie zależy na tym, by instytucja społeczeństwa obywatelskiego rzeczywiście zaistniała.

W przeciwnym razie ta obecna wrzawa, a i wszystkie poprzednie i pewnie następne, o ordynacje wyborcze, sposoby liczenia głosów i tym podobne podchody, byłyby po prostu bezprzedmiotowe. Którakolwiek opcja polityczna mogłaby sobie zwierać pakty z kimkolwiek, kombinować nad metodami liczenia głosów, czy wymyślać najbardziej egzotyczne wolty, a i tak na koniec głos ostateczny należałby do mieszkańców.

WÅ‚adza samorzÄ…dowa, obojÄ™tnie w jakim skÅ‚adzie, obojÄ™tnie jakich poglÄ…dów w jednej chwili mogÅ‚aby zostać zmieciona z przydzielonych im przez mieszkaÅ„ców stoÅ‚ków, przez tych wÅ‚aÅ›nie mieszkaÅ„ców, jeÅ›li oceniliby, że dziaÅ‚ania sÄ… sprzeczne z celami, dla jakich wÅ‚adzÄ™ – Å›ciÅ›lej reprezentantów - tam posadzono.

Bo silne samorządy, to nie silne rady gmin, zarządy, wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast. Silny samorząd, to świadome współdziałanie społeczeństwa obywatelskiego.


Mikros³uchawka
+ Dodaj komentarz

Komentarze (9):

jarek

...
~premier PR 2010-08-07 18:14:00


Tylko moherowe berety [1]

...
~wyborca 2006-09-13 14:22:37


Wybory pseudo lokalne

...
~Adam 2006-09-03 12:18:49


Wybory pseudo lokalne

...
~Adam 2006-09-03 12:11:49


ludzie "zwykli" powinni [1]

...
~ludzie 2006-09-02 07:56:20





Nieprzerwanie od 2004 roku!

PARTNERZY:
Stanis³aw Michalkiewicz
Nasze kana³y RSS:
g³ówny
O NAS:
REKLAMA:
zobacz ofertê