Dodawanie komentarza

Do tematu: Pieniądz nie jest wartością!

Pieniądz nie jest wartością!

red.nacz. | 2006-03-20 17:58:10

Szedł długą, krętą drogą, w końcu doszedł do banku. Lampka wina wypita tuż po przebudzeniu zmotywowała go do konkretyzacji działań. Poszedł zainwestować swoje ciężko zarobione pieniądze. Wygodne krzesła, miła obsługa, budząca do życia kawa - tak się rozwija gospodarka - pomyślał chwilę zanurząjąc się w lekturę wyciągu swojego lokacyjnego konta bankowego. Słońce zaczęło wychodzić zza chmur i gdyby nie postać szarego, wyposażonego w dzięcięcy wuzek starszego pana, którego dziecko "przemian" płakało zgrzytem metalowych odpadków, kolejny dzień "ku przyszłości" wyglądałby równie wspaniale co uśmiech niczego nieświadomego, przechodzącego niedaleko dziecka.

Chwilowe duchowe zniewieścienie przeszło Panu Zygmuntowi bokiem - "świeża" dawka informacyjnego PAPu, przegryziona i doprawiona ślinotokiem myśli, zrobiła swoje. Brud i ubóstwo, które chciały zanieczyścić dziewictwo intelektualne naszego głównego bohatera, odeszły w niepamięć.

Czarnemu garniturowi z sąsiedniego pokoju, wiszącemu na drewnianym, wyprodukowanym w Chinach wieszaku już dawno nikt nie towarzyszył. Pan Zygmunt doskonale wie, że czysta kalkulacja zysku i ryzyka umożliwia sprawne i bezstratne angażowanie kapitału. Ważny jest umysłowy spokój i wyeliminowanie z codziennego rozkładu dnia większości przyziemnych spraw.

Silny, sprawny i skuteczny - taki jest Pan Zygmunt i wielu ludzi z jego branży. Co robi? Inwestuje pieniądze, napędza gospodarkę. Dzięku rachunkowi lokacyjnemu w jednym z najbardziej znaczących banków, wspiera rozwój gospodarczy własnego kraju. Przynajmniej tak twierdzi pojawiający się od pewnego czasu w najchętniej czytanych przez Pana Zygmunta artykułach wielki mędrca finansowy.

Pewnego dnia przyszło się Panu Zygmuntowi spotkać z tą najczarniejszą, nieznana dotąd częścią narodu, społeczeństwem zwaną. Zgasło światło, za firaną pojawiły się dwa tajemnicze osobniki. Jeden z nich rosły, przypominający swoją posturą sterydowego mistrza siłaczy, trzymał w ręku coś przypominającego swoim wyglądem "dziecko przemian". Drugi, choć jego sylwetka wskazywała bardziej na nieco bardziej naturalny tryb życia, sekundę później spoglądał naszemu głównemu bohaterowi w oczy - całkiem szczerze i otwarcie. Własny interes, choć niektórym "ekspertom" może się wydawać rzeczą "wątpliwą" i "nieprzejrzystą", był wówczas czysty i klarowny.

Pan Zygmunt stracił wszystko. Dom, mieszkanie, oszczędności. Młody wiek i chęć przezwyciężenia naturalnych życiowych trudności - bo tak nazwał to wychowanek filarowskiego "prawnego" punktu widzenia, zmusiły naszego głównego bohatera do zdecydowanych działań. Postanowił odbudować to, co stracił.


Silny sektor bankowy, pielęgnowany przez szefa "Narodowego Banku Polskiego", dla którego znaczenie pierwszego wyrazu nazwy banku jest sprawą trudną i wątpliwą (bo przecież nie on wymyślał tak "nacjonalistyczną" nazwę), miał umożliwić Panu Zygmuntowi stanięcie na nogi - własne nogi.

Pan Zygmunt dzięki odpowiednim "wtyczkom" dostał kredyt. 10 tysięcy złotych na rozpoczęcie działalności gospodarczej wydawało się początkowo dużą sumą. Odsetki kredytowe (30%), podatki i opłaty dzierżawne zjadły nie tylko całkowity zysk głównego naszego bohatera, ale zgasiły w nim wszelkie chęci egzystencjalne. Zygmunt patrząc z drugiej strony bankowego okna zaczął w końcu myśleć.

Myślący Zygmunt stracił intelektualne dziewictwo. Zaczął używać własnego mózgu nie tylko do obierania informacji ale także ich przetwarzania. Pojawiły się dzieci, wiele dzieci. Główny bohater zaczął mieć własne poglądy - w 100% z pominięciem próbówki, choć zakup takiej w pobliskim kiosku także rozważał.

Co boli Zygmunta?

Zygmunt nie mógł stanąć na własne nogi ponieważ wypadł z branży. Wypadł z miejsca, gdzie dostęp do środków finansowych jest szeroki i trafił w miejsce gdzie ich praktycznie nie ma.

Jaką kwotą kapitału obraca codziennie statystyczny Polak (z pominięciem grupy 20% najbogatszych)? 30-100 zł? Pieniądz robi pieniądz, ich brak na rynku to brak rozwoju.

Balcerowiczowska niska inflacja, wywołana w głównej mierze przez ściągnięcie z rynku konsumenckiego pieniądza i zmagazynowanie go w sektorze bankowym to nie dzieło eksperckiej ręki, tylko naturalny mechanizm ekonomiczny. Zero pieniądza na rynku to zerowa inflacja. Nikt nie kupuje, nikt nie sprzedaje, w końcu nikt nie produkuje = const. Stabilizacja, za którą tak chwali się PZPR-owskiego komunistę.

Pieniądz nie jest wartością - pieniądz ją posiada. Do jakiej wartości mają dostęp banki, do jakiej my? Kto pompuje kasę i kiedy w końcu dadzą nam możliwość inwestowania we własne życie?

Szanse są niewielkie, ponieważ szczęśliwy człowiek charakteruzuje się większym stopniem użycia własnej inteligencji.

Zacznijmy myśleć zanim uśmiechnie się do nas tajemnicza dziewczynka "przemian".


Mikros³uchawka
+ Dodaj komentarz

Komentarze (0):




Nieprzerwanie od 2004 roku!

PARTNERZY:
Stanis³aw Michalkiewicz
Nasze kana³y RSS:
g³ówny
O NAS:
REKLAMA:
zobacz ofertê