Wyborcze dylematy
PAP, http://potega.szm.com/Raynold | 2005-05-03 04:39:30
Od kilku już tygodni zasypywani jesteśmy lawiną informacji dotyczących nadchodzących wyborów zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich. Polacy nieprzyjemnie doświadczeni kolejnymi rządami swoich wybrańców znowu mają dylemat, komu oddać swój głos. Czy zrobić to skompromitowanej lewicy, nieudolnej prawicy, przefarbowanym różowym czy liberałom. W końcu jest to jednak i tak mało ważne, bo zapewne i tak nasze głosy otrzymają politycy o obcym pochodzeniu, którzy dominują we wszystkich polskich ugrupowaniach.
Po wygraniu II wojny światowej, do czego walnie przyczynili się Polacy uciemiężony przez lata naród liczył na szybką poprawę swojego bytu. Niestety już pod koniec wojny było wiadome, że dzięki m.in. naszym sojusznikom z niewoli niemieckiej przejdziemy pod zabór radziecki. Zaś w Polsce rządził nami będzie rząd wywodzący się ze sprawdzonej gwardii komunistycznej z rodowodem żydowskim. Stan ten trwał do lat 80. Wtedy to, widząc, że system ten nie ma już racji bytu dzierżący władzę zaczęli się zastanawiać, co zrobić by mimo wszystko władzy tej nie utracić. Zaczęły się więc poszukiwania ludzi, którzy by pod dyktando swoich "opiekunów" zaczęli tworzyć w kraju "demokrację". Któż by to mógł zrobić lepiej jak osoby o podobnym światopoglądzie i więzach wspólnej krwi. Tak więc do głosu zaczęły dochodzić różnego rodzaju organizacje z KOR-em na czele. Kulminacją tej współpracy był słynny "Okrągły stół". Politycy i związkowcy, którzy tam zasiedli mieli bezkrwawo przeprowadzić Polskę z komunizmu do demokracji. Na owe czasy było to wydarzenie, o którym mówił cały świat. Późniejsza rzeczywistość okazała się już znacznie gorsza. Wprawdzie powstał nowy, wolny rząd, lecz niestety był on podobnie jak wszystkie poprzednie zdominowany przez ludzi wywodzących się z tego samego kręgu. Stan ten trwa niestety do dzisiaj i nic się nie zanosi na to by się to szybko zmieniło tym bardziej, że osoby te zdążyły się już uwłaszczyć na polskim majątku narodowym i pozyskać intratne stanowiska.
Nadchodzące wybory sprawiają, że coraz częściej zaczynają krążyć różnego rodzaju rankingi partii politycznych i pretendentów prezydenckich. Czasem nawet w ciągu kilkunastu dni są one jednak weryfikowane, bowiem dana partia czy kandydat zmienia swoje miejsce w szeregu. A społeczeństwo ma dylemat, której partii tym razem zawierzyć. Podobnie ma się sprawa z kandydatami na prezydenta. Jak będzie lepiej, czy oddając głos na Donalda Tuska, Lecha Kaczyńskiego czy Zbigniewa Religę którzy to przewodzą stawce? A może dać ponownie szansę starej gwardii, czyli Markowi Borowskiemu lub niezdecydowanemu jeszcze kandydować Włodzimierzowi Cimoszewiczowi? W tym momencie jest to chyba i tak mało ważne który z nich będzie prezydentem. Bardzo prawdopodobne jest, że którykolwiek z nich obejmie to stanowisko to o narodzie szybko zapomni. Czyż mając bowiem nie do końca polskie korzenie ludzie ci należycie będą dbać o Polskę i Polaków? Historia niestety lubi się powtarzać. Kilkanaście lat temu mieliśmy dylemat Wałęsa czy Mazowiecki, następnie Wałęsa czy Kwaśniewski, później Kwaśniewski czy Krzaklewski i co? Którykolwiek z nich byłby w danym momencie prezydentem to i tak w Polsce nie byłoby zapewne lepiej. Dlaczego? Bo im bliższa by była własna nacja niż Polacy. Niestety naród Polski śpi a rządy nad nim sprawuje wąska grupa ludzi, którzy czasem dla pozoru trochę się publicznie pokłócą czy zmienią opcję lub partię polityczną. A na codzień usilnie dążą do tego, aby w Polsce żyło się lepiej i dostatniej, ale im, ich rodzinom i pobratymcom.
Mikros³uchawka
