Europejskie Forum Gospodarcze - po co?
Carl Beddermann - były unijny urzędnik w Polsce,
ND | 2004-04-16 06:25:32
W ciągu ostatnich 15 lat, po rozpadzie imperium sowieckiego, świat ulegał gwałtownym przemianom. Widoczne już wcześniej stapianie się narodowych gospodarek zachodniej półkuli w jednolity, ignorujący granice państwowe obszar gospodarczy objęło dzisiaj cały świat. Ten proces, znany pod mianem "globalizacji", niesie za sobą bardzo istotne następstwa: dla jednych - i to dla większej części ludności świata - zgubne, dla innych - nielicznej reszty - pozornie przynoszące korzyści.
Z jednej strony poprzez racjonalizację i kapitalistyczną akumulację sił produkcyjnych w niespotykanym dotąd wymiarze w ciągu niespełna jednego 10-lecia uzyskano podwojenie światowego produktu socjalnego, potrojenie obrotu handlowego na świecie, a w czasie krótszym od 5 lat kolejne podwojenie światowego zużycia energii. Wynikło z tego zgromadzenie niesłychanych bogactw w rękach prywatnych oligarchii gospodarczych, które to poprzez swoje działanie albo i przez jego brak decydują dziś o losie rządów i o gospodarczej przyszłości narodów.
Zbrodnia głodu
Z drugiej strony, jako bezpośrednie następstwo nowego globalnego systemu gospodarczego pojawiły się nędza, głód i śmierć dziesiątek, w międzyczasie nawet setek milionów ludzi. Około 100 tys. ludzi na naszej planecie umiera codziennie z głodu lub na skutek niedożywienia. Nowy system gospodarki światowej zabija więc w ciągu roku mniej więcej tyle samo kobiet, mężczyzn i dzieci, co II wojna światowa na wszystkich jej frontach przez całe 6 lat! Około 830 mln ludzi cierpi obecnie chronicznie na ciężkie niedożywienie. Z tego nieco więcej niż 30 mln w północnych krajach rozwiniętych gospodarczo, ponad 500 mln w Azji (ok. 25 proc. całej ludności) i prawie 200 mln w Afryce (ok. 35 proc. ludności). Aby zrozumieć, co to oznacza (wg definicji FAO - wyspecjalizowanej organizacji ONZ do spraw żywienia, rolnictwa, rybactwa i leśnictwa - z ekstremalnym głodem mamy do czynienia wtedy, gdy codzienna racja żywności leży 300 cal poniżej tej wartości, która konieczna jest człowiekowi w danych warunkach do przeżycia), należy sobie uzmysłowić następujący fakt:
Każde dziecko, które przed ukończeniem 5. roku życia musi zrezygnować z wystarczającego wyżywienia - przede wszystkim zawierającego białko - jest skazane na nienaprawialne szkody w mózgu. Nawet gdy w przyszłości poprawią się jego warunki żywienia, jest absolutnie skazane na życie drugiej kategorii w stanie duchowej apatii. Tę tragedię, to przybierające na sile od lat milionowe okaleczanie i niszczenie ludzi przez głód, spowodował człowiek. Przy obecnym stanie produkcji rolnej nasza kula ziemska mogłaby zagwarantować normalne wyżywienie dla 12 mld ludzi, czyli dwa razy tylu, ilu ją dziś zamieszkuje.
Polska blisko "absolutnej nędzy"
Odpowiedzialny za permanentny głód, chroniczne niedożywienie i masowe niszczenie ludzi jest nowy porządek gospodarczy świata wywodzący się z Ameryki Północnej, Europy Zachodniej i Azji Wschodniej, a który od niespełna 15 lat nieprzerwanie napiera również na Europę Wschodnią. Szkody, które tu wyrządza, są innego rodzaju niż w krajach Trzeciego Świata. Tutaj, jak widać w Polsce, ukazuje się inny globalizacyjny jeździec Apokalipsy, a mianowicie tzw. absolutna nędza. Według definicji UNDP - wyspecjalizowanej organizacji do spraw programu rozwoju ONZ - oznacza ona brak regularnego zatrudnienia, brak odpowiednich warunków mieszkaniowych, niewystarczająca opieka zdrowotna, niewystarczające wyżywienie, brakujące wykształcenie szkolne mieszkańców danego regionu. Ponad 2 z 6 mld ludności Ziemi żyje, wg UNDP, w tej "absolutnej nędzy".
W tych statystykach ONZ co prawda nie pojawia się prawie Europa Wschodnia, a Polska wcale, ale to tylko dlatego, że wśród ostatnich kryteriów całkowicie jedno (brakujące wykształcenie szkolne) oraz drugie (niewystarczające wyżywienie) nie są jeszcze spełnione. W międzyczasie wystarczyłoby jednak nieznacznie przesunąć akcent w ocenie reszty kryteriów nędzy, a miliony Polaków znalazłyby się w obrębie tych, którzy wg założeń ONZ żyją w "absolutnej nędzy". To bardzo przygnębiający bilans dla drugiego co do wielkości kraju Europy Wschodniej, który jeszcze przed niespełna 20 laty stał na 8. miejscu w skali świata pośród krajów uprzemysłowionych, a dzisiaj spadł w okolice miejsca 60.
Dlaczego nad Wisłą?
28 kwietnia w Warszawie rozpoczyna się Europejski Szczyt Gospodarczy. Przyjadą premierzy, prezydenci, ministrowie i biznesmeni z 35 krajów. Dlaczego główny organizator szczytu - Światowe Forum Ekonomiczne, coś w rodzaju "Wielkiej Rady" nowego globalnego porządku gospodarczego świata - wysyła swoich uczniów na naradę właśnie do polskiej stolicy? Jest to związane z główną troską obecnie globalistycznych strategów: wyczuwają oni bowiem czyhające na nich zagrożenie wynikające z możliwości ponownej separacji narodowych rynków oraz to, że Polska mogłaby przy tym odegrać kluczową rolę. Upiór rebelii przeciwko globalnemu kapitałowi - nie w głównie dotkniętych nimi krajach Trzeciego Świata, ale w Europie - obudził obawy oligarchów co najmniej od czasu ostrych demonstracji podczas szczytu G-8 w Genui w czerwcu 2001 roku. Mimo że ten światowy aparat rządzący i wyzyskujący tworzą zagorzale konkurujące i wrogie wobec siebie frakcje, łączy je wspólna obawa, że pojedyncze zglobalizowane kraje poprzez przedsięwzięcia separacyjne mogłyby starać się odzyskać z powrotem swoje rynki wewnętrzne.
Szamani globalizmu
Wyraźniej niż dotąd uwypukliło się to w trakcie małego elitarnego spotkania, na które 15 marca tego roku zaprosiło Towarzystwo im. Alfreda Herrhausena do wieżowca Deutsche Bank (jednego z dinozaurów pośród globalistów) we Frankfurcie. Wybrana publiczność międzynarodowa, śmietanka międzynarodowego kapitału, była zgodna co do jednego: od lat powtarzana jak w buddystycznym młynku modlitewnym formuła, że "na globalizacji korzystają wszyscy, wolny światowy przepływ kapitału przynosi dobrobyt dla każdego", już nie wystarcza, aby wobec okrutnych realiów utrzymać narody w spokoju. Trzeba znaleźć nowe drogi, aby międzynarodowemu kapitałowi nadać bardziej humanitarny charakter - słychać było we wszystkich komentarzach. Jednakże przedstawione propozycje, jak mogłyby wyglądać te drogi, nie zyskały jednomyślnej aprobaty. Mówiono o stworzeniu sieci socjalnych w krajach rozwijających się poprzez globalne przedsiębiorstwa mające działać na miejscu państwa (brzmi to jak żart ze strony właśnie tych przedsiębiorstw, które to dzisiaj w genialny sposób oszukują te właśnie kraje na podatkach). Inne propozycje: nowe międzynarodowe instytucje mają wraz z wielonarodowymi instytucjami sprawować pieczę nad dotrzymywaniem ogólnie uznanych reguł socjalnych (tak jakby nie istniały w tym zakresie smutne doświadczenia z ONZ i Międzynarodowym Funduszem Walutowym!).
Ci oto stratedzy globalistów przedstawili na ich posiedzeniu we Frankfurcie klarowną analizę tego, co może ich spotkać, gdyby nie udało im się stworzyć tego, tak brakującego dotąd, humanitarnego oblicza współczesnego kapitalizmu. Powstały generalne obawy przed możliwością powtórzenia się przykrych doświadczeń z pierwszej połowy XX wieku i powstań socjalnych. Jednakże - i to jest pytanie najbardziej niepokojące tychże strategów - czy kraje, o których tu mowa, w ogóle pozwolą aż na taki rozwój sytuacji?
Czy kraje te, jeśli obiecany przez globalistów dobrobyt do nich nie dotrze, a wręcz przeciwnie obróci się w jego przeciwieństwo, nie wpadną na pomysł odgrodzenia się od obcego kapitału, obcych wpływów, obcych importów i zapewnienia swoim własnym produktom zbytu we własnym kraju, swoim zakładom produkcyjnym pola do działania, miejsca pracy dla własnych obywateli i wpływów podatkowych do własnej kasy? To usprawiedliwione pytania i usprawiedliwiony niepokój, z którym globaliści patrzą właśnie na Europę Wschodnią.
Kraje postsowieckie mamić inaczej
Tutaj, inaczej niż w krajach Trzeciego Świata, do rozpadu imperium sowieckiego istniały kraje uprzemysłowione z porównywalnymi z kapitalistycznymi zakładami produkcyjnymi, miejscami pracy i przepływem towarów, włącznie z instytucjami kulturalnymi bazującymi na nich. Ludność jest tu bardziej doświadczona w procesach gospodarczych i socjalnych niż ludność krajów Trzeciego Świata. Z tym muszą się globaliści liczyć i już się liczą, jak i z tym, że tutaj szybciej zostanie zauważone szkodliwe oddziaływanie ich systemu i szybciej dojdzie do buntu. Na dodatek odczuwają oni jeszcze dzisiaj skutki negatywnych z ich punktu widzenia doświadczeń z Rosją, gdzie na początku lat 90. zakrojona najpierw na szeroką skalę globalizacja w końcu spełzła na niczym. Powodem tego było specyficznie wrogie wobec obcych nastawienie rosyjskiej mafii i powiązanych z nią elit rządzących i gospodarczych, wywodzących się jeszcze ze starego systemu, a przejętych przez nowy. Na dodatek, w przeciwieństwie do Polski, Rosja pozostawiła sobie więcej czasu na przestawienie swojego systemu gospodarczego i stworzyła przy tym własną krajową oligarchię. Międzynarodowy kapitał z widocznym niezadowoleniem obserwuje teraz, jak prezydent Putin ostro ją traktuje. Najwyraźniej podejrzewa, że może on równie twardo postąpić z nim. Globalistów w Rosji szczególnie niepokoi znaczna aprobata przedsięwzięć Putina przez rosyjskie społeczeństwo.
Strach przed dekolonizacjÄ…
To wszystko jest źródłem obaw w stosunku do Polski. Kraj ten, z wielką i chlubną tradycją ruchu oporu przeciw zniewoleniu i obcemu uciskowi w Europie Wschodniej, w przeciwieństwie do Rosji dał się co prawda na początku lat 90. we wręcz fantastycznym tempie zglobalizować, jednak głównie z tego powodu, że międzynarodowemu kapitałowi wpadł w ręce prezent: zachwyt Polaków nad Europą, celowo kreowany i pielęgnowany na wzór komunistycznych poprzedników przez kolejno sprawujące władzę rządy. Eurodemagogia w ramach przygotowań do przystąpienia do UE zadziałała jak różdżka czarodziejska, za pomocą której Polacy dali złapać się w sidła globalistów. To, jak również niezwykła współpraca i korupcja w polskich rządach i administracji ułatwiły międzynarodowemu kapitałowi skolonializowanie kraju.
Czy międzynarodowy kapitał w dalszym ciągu może cieszyć się swoim łatwym zwycięstwem nad Polską? Czy nie jest to wszystko trochę zbyt proste, zbyt piękne, aby było prawdziwe? Przecież fundamenty tego szybkiego zwycięstwa zaczynają się już kruszyć, pomału, z miesiąca na miesiąc maleje zachwyt Europą, masowe bezrobocie i masowa nędza rośnie natomiast dalej, a Polacy zaczynają rozumieć, że UE niczego nie zmieni, przeciwnie, ten proces może tylko przyspieszyć. Ultraliberalny gospodarczo, występujący pod płaszczem socjalizmu SLD i kierowany przez niego rząd giną w chaosie i wkrótce zostaną zmiecieni z powierzchni przez polskich wyborców. Czyżby zapowiadał się nowy przewrót? Czyżby Polacy zamierzali wrócić do swoich starych tradycji i zastosować niekonwencjonalne i twarde środki, aby pozbyć się narzuconej im władzy? To wszystko obecnie bardzo niepokoi najaktywniejszych strategów globalizacji, gdyż coraz częściej pojawiają się oznaki, że ich obawy są słuszne.
Można się obronić
Jednym z sygnałów, odnotowanych ze szczególną uwagą, jest rosnąca rzesza zwolenników bezwzględnego powrotu Polski do gospodarczo-politycznej obrony swoich interesów narodowych, mogącej wyprowadzić Polskę ze ślepego zaułka. Takich wyborczych intencji globaliści obawiają się jak diabeł święconej wody. Kwietniowy szczyt gospodarczy w Warszawie stanie się zatem forum lamentów i oskarżeń przeciwko odradzaniu się narodowych tendencji obronnych w przyszłej polskiej polityce gospodarczej. Lament ten będzie masowo i jednostronnie wspierany przez polskich sprzymierzeńców i posłuszne im media, aby znów nie doszło do prawdziwej dyskusji, jak przed referendum przedakcesyjnym w czerwcu 2003 roku. Ale wiatr pomału zmienia kierunek. Polacy nie dają się już dłużej mamić standardowymi trywializmami, że: "globalizacja jest nie do uniknięcia", "globalizacja służy wszystkim", "nie ma alternatywy dla globalizacji", za pomocą których globaliści i ich wewnątrzkrajowi pomocnicy doprowadzili kraj do dzisiejszego stanu. Powstaną przeciw temu systemowi, ponieważ nigdzie nie jest zapisane, że naród w ciągu nocy miałby pozbyć się najlepszych swoich tradycji.
Mikros³uchawka
Komentarze (4):
głód w Polsce...
~osa 2009-01-17 16:02:43
Kto to te FORUM GOSPDARCZE
...
~Karol 2007-12-19 13:43:59
z deszczu pod rynne [1]
...
~JustyÅ› 2004-04-18 06:13:19
