Z 228 mln do 3,5 mld zł. Rząd podnosi opłatę, a zapłacą odbiorcy prądu, gazu i ciepła
Rząd chce, żeby firmy energetyczne płaciły za koncesje dziesięć razy więcej niż dziś, i to bez górnego limitu. Budżet zarobi na tym ponad 3,5 mld zł rocznie, a nowe stawki obejmą już ten rok. Pieniądze ostatecznie wyjdą z rachunków za prąd, gaz i ciepło.
Słowo „podatek" w projekcie nie pada. 9 września do wykazu prac rządu trafiła nowelizacja Prawa energetycznego oznaczona numerem UD457, która zmienia zasady naliczania opłaty koncesyjnej. Płaci ją co roku do budżetu każda firma, która ma koncesję na sprzedaż prądu, gazu albo ciepła. Opłata liczona jest od przychodu, więc działa jak podatek. Po zmianach wpływy z niej mają być ponad piętnaście razy wyższe niż teraz.
Co się zmienia
Dziś firma oddaje państwu 0,05 proc. przychodu ze sprzedaży energii elektrycznej, a przy niektórych rodzajach działalności 0,03 proc. Opłata nie może być niższa niż 1 tys. zł ani wyższa niż 2,5 mln zł rocznie. Ministerstwo Energii chce podnieść oba współczynniki dziesięć razy, do 0,5 i 0,3 proc., minimum do 5 tys. zł, a górny limit zlikwidować. Do tego co roku opłata ma rosnąć o inflację.

Najwięcej pieniędzy przyniesie właśnie zniesienie limitu. Spółka, która ma 10 mld zł przychodu, płaci dziś 2,5 mln zł, bo więcej ustawa nie pozwala pobrać. Po zmianie zapłaci 50 mln zł. W uzasadnieniu projektu ministerstwo wylicza, że sam brak limitu da budżetowi ok. 2,8 mld zł rocznie, a wyższe współczynniki kolejne 754 mln zł. W 2025 roku z opłat koncesyjnych wpłynęło 228 mln zł, po zmianie ma wpływać 3,564 mld zł.
Wiceprezes Enei szacuje, że jego spółka zapłaci ok. 240 mln zł rocznie. Duże kwoty czekają też Orlen, PGE i Tauron. Płacić będą jednak również mniejsi sprzedawcy prądu i ciepłownie, z których wiele należy do samorządów.
Zapłacą też małe farmy fotowoltaiczne z większych portfeli
Instalacje OZE o mocy do 5 MW są dziś z opłaty zwolnione. Liczy się przy tym każdą farmę osobno, nawet jeśli właściciel ma ich kilkadziesiąt. Wiele firm dzieli więc duże farmy na spółki po 5 MW. Według portalu WysokieNapiecie.pl robi tak ok. 230 podmiotów.
Projekt ma to zmienić. Moc będzie się liczyć łącznie dla całej grupy kapitałowej. Jeśli ktoś ma dziesięć farm fotowoltaicznych po 1 MW, ma w sumie 10 MW i zapłaci od całego przychodu, już według nowych stawek. Zwolniona zostanie tylko farma do 5 MW, której właściciel nie ma innych instalacji. Przeciw zmianom protestuje też Polska Izba Magazynowania Energii i Elektromobilności, bo wyższe opłaty dotkną magazyny energii.
Rachunek za 2026 rok
Nowe stawki mają obowiązywać już przy rozliczeniu za 2026 rok, a termin płatności to 15 kwietnia 2027 roku. Firmy zapłacą więc według nowych zasad także od umów zawartych dwa czy trzy lata temu, kiedy nikt takiego kosztu nie wliczał w cenę.

Kto zapłaci na końcu
Firmy energetyczne mają pieniądze tylko od swoich klientów, więc koszt opłaty przejdzie na nich. Prawo energetyczne wymaga, żeby taryfy pokrywały uzasadnione koszty działalności, a opłata koncesyjna do nich należy. Sprzedawca wpisze ją do taryfy dla gospodarstw domowych i do cen w umowach z firmami. Ciepłownie doliczą ją mieszkańcom bloków.

Konfederacja Lewiatan wysłała w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska oraz ministrów finansów i energii. Napisała w nim ostrożnie, że wyższe koszty „mogą ostatecznie znaleźć odzwierciedlenie w cenach energii, gazu i ciepła". Przy tym, jak działają taryfy, trudno sobie wyobrazić, żeby stało się inaczej. Towarzystwo Obrotu Energią ostrzega przed skutkami dla długoterminowych kontraktów, z których finansuje się inwestycje. Małym sprzedawcom, jak pisze WysokieNapiecie.pl, nowa opłata może zabrać cały zysk. Część z nich podniesie ceny, część może zniknąć z rynku.
Projekt jest wciąż na etapie prac rządowych i może się jeszcze zmienić. Na razie wygląda to tak, że budżet dostanie 3,5 mld zł rocznie więcej, a zapłacą za to odbiorcy energii.
Źródła: Do Rzeczy, WysokieNapiecie.pl, GazetaPrawna.pl, Gramwzielone.pl, Portal Samorządowy, WNP.pl