Phuket protestuje przeciw Izraelczykom. Tajlandia odebrała obywatelstwo naczelnemu rabinowi
Na Phuket od sierpnia trwają protesty przeciw izraelskim turystom i ośrodkom ruchu Chabad, a władze w Bangkoku odebrały obywatelstwo jego naczelnemu rabinowi. Za niechęcią stoją pieniądze, ziemia i wojna w Strefie Gazy, a protestujący żądają już skrócenia pobytu Izraelczyków do 14 dni.
Ostatni wiec odbył się w sobotę 31 października w parku nad morzem w mieście Phuket. Kilka lokalnych organizacji, w tym Grupa Ochrony Ziemi Phuket, zażądało zamknięcia wszystkich domów Chabadu w Tajlandii. Tego samego dnia przeszła druga demonstracja, pod hasłem „No Israel – Save Phuket”. Jej lider Sondhi Limthongkul chce, by Izraelczycy dostawali wizę na najwyżej 14 dni. Dziś mogą zostać w kraju 30 dni bez wizy, a do niedawna mogli 60. Druga liderka, Saichol Noochot, domaga się odebrania obywatelstwa wszystkim naturalizowanym Izraelczykom.
Chabad to chasydzki ruch żydowski, który prowadzi ośrodki w około stu krajach. W Tajlandii jego domy działają tam, gdzie jeżdżą Izraelczycy: w Bangkoku, na Phuket, Koh Samui i Koh Phangan. Według ministerstwa turystyki i sportu w 2025 r. Tajlandia odnotowała ponad 410 tys. przyjazdów z Izraela, czyli tyle, ile wynosi ok. 4 proc. ludności tego kraju. W pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. było ich ponad 277 tys., o 7 proc. więcej niż rok wcześniej (dane cytowane przez agencję AP).
Od skarg na turystów do zarzutów o ziemię
Pierwszy większy protest odbył się 28 sierpnia na Phuket. Około 150 osób skarżyło się na zachowanie izraelskich turystów: awantury, niepłacone rachunki, lekceważenie miejscowych zwyczajów. Tak opisywał go lokalny „Phuket News”. Właściciele firm dorzucili zarzut poważniejszy: Izraelczycy mają prowadzić hotele, wypożyczalnie i biura podróży bez licencji, przez podstawionych tajskich udziałowców, i tworzyć zamknięty rynek, na którym miejscowi niewiele zarabiają.

Pravit Rojanaphruk, publicysta portalu Khaosod English, wylicza kilka źródeł niechęci naraz: złe zachowanie części turystów, strach przed przejmowaniem lokalnych interesów, tajski nacjonalizm i sprzeciw wobec wojny w Strefie Gazy. Na tych samych wiecach stoją więc obok siebie przeciwnicy polityki Izraela i nacjonaliści, którym chodzi o zagraniczny kapitał w ogóle.
„Żydzi precz” pod ambasadą
10 września kilkaset osób protestowało pod ambasadą Izraela w Bangkoku. Prowadził je Sondhi Limthongkul, weteran tajskiej polityki ulicznej, w latach 2005–2008 twarz „żółtych koszul”, ruchu, który przyczynił się do obalenia rządów Thaksina Shinawatry. Wśród transparentów, jak relacjonowała agencja AP, były napisy „Jews out” i „Wy, Żydzi, nie rozumiecie tajskiej kultury, więc wynoście się”. Limthongkul odczytał list do ambasador Alony Fisher-Kamm. Zarzucił w nim domom Chabadu, że kupują tajską ziemię, by realizować cele „organizowane i finansowane przez międzynarodowe sieci syjonistyczne”.

Zastępca szefa izraelskiej misji Rami Teplitskiy zapewniał, że ambasada „będzie dalej ciężko pracować na rzecz trwałej przyjaźni”. Tajski minister spraw zagranicznych Sihasak Phuangketkeow odpowiedział dwuznacznie: Tajlandia turystów przyjmuje, ale gościnność nie znaczy, że wolno im robić, co chcą.

Odwołana kolacja na Rosz ha-Szana
Następnego dnia, w piątek 11 września, ok. 500 osób zebrało się w pobliżu domu Chabadu w Patong, z transparentami „Save Phuket, No Israel” i okrzykami „Free Palestine”. Organizatorzy kolacji na żydowski Nowy Rok odwołali ją po ostrzeżeniu izraelskich służb, że protest może przerodzić się w przemoc. Źródła różnią się co do skali: według „Bangkok Post”, na który powołuje się AP, kolacja miała mieć ok. 1000 gości, a dzień wcześniej organizatorzy zapowiadali ograniczenie liczby do 800. Amerykański portal Algemeiner pisał o 2000 izraelskich podróżnych.
Cztery dni później gubernator Phuket Chotnarin Kerdsom zlecił kontrolę kompleksu Chabadu w Patong: własności ziemi, pozwoleń budowlanych, licencji i list udziałowców. Urzędnicy dostali na to siedem dni i zastrzegli, że na razie nie stwierdzono żadnego przestępstwa. Rabin Nechemia Wilhelm odpowiadał, że domy Chabadu są „całkowicie legalne pod każdym względem”.
Cmentarz w Chachoengsao
W tym samym czasie władze nakazały likwidację cmentarza żydowskiego w gminie Bang Khla w prowincji Chachoengsao, niedaleko Bangkoku. Ziemię kupiła związana z Chabadem organizacja Gan Chabad. Według „Bangkok Post” pozwolenie nie zostało przedłużone, a pochówki odbywały się dalej. Do Tajlandii przylecieli wolontariusze izraelskiej organizacji ZAKA, by nadzorować ekshumację szczątków czterech osób zgodnie z zasadami judaizmu.
8 października Departament Dochodzeń Specjalnych (DSI) przeszukał trzy miejsca w Bangkoku. W biurze Gan Chabad w dzielnicy Bang Rak, jak podał dziennik „The Nation”, znaleziono dokumenty ponad 60 firm zarejestrowanych pod jednym adresem. Zarzutów nikomu nie postawiono.
Rabin bez obywatelstwa
28 października minister spraw wewnętrznych Anutin Charnvirakul podpisał decyzję o odebraniu obywatelstwa rabinowi Josefowi Chaimowi Kantorowi, naczelnemu rabinowi Chabadu w Tajlandii. Kantor mieszka w Bangkoku od 1993 r., tajskie obywatelstwo dostał w 2013 r. Według ministerstwa od tamtej pory 16 razy podróżował do i z Australii na paszporcie amerykańskim, ostatnio w styczniu 2026 r. Ustawa o obywatelstwie z 1965 r. pozwala odebrać obywatelstwo naturalizowanej osobie, która nadal korzysta z poprzedniego.

Sama decyzja nie zarzuca rabinowi przestępstw finansowych. DSI sprawdza jednak 19 firm z nim powiązanych, jego ziemię i obywatelstwo krewnych. Wiceminister spraw wewnętrznych Polapee Suwunchwee zapowiedział, że jeśli wyjdą nieprawidłowości, majątek zostanie zajęty, zamrożony i sprzedany zgodnie z prawem. Strona Kantora odpowiada, że sprawą zajmuje się drogą prawną. Trzy dni po decyzji na Phuket znów protestowano, tym razem z żądaniem zamknięcia wszystkich domów Chabadu w kraju.
Źródła: Interia, Times of Israel / AP, Algemeiner, The Nation, JNS, The New Arab