Holenderski polityk oskarża Tuska o kult śmierci
Premier ostrzegł 17 września przed rosyjskimi uderzeniami dronami. Czeski premier przyznał mu rację, prezydent Finlandii ostudził emocje, a holenderski radny Forum voor Democratie napisał o „unijnym kulcie śmierci". Trzy wizje w pięć dni.
Wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie z 17 września obiegło Europę szybciej, niż zwykle obiegają ją przemówienia polskich premierów. Odpowiedzieli na nie premier Czech, prezydent Finlandii i radny miejski z osiemdziesięciotysięcznego Hengelo w Overijssel. Ten ostatni zebrał najwięcej wyświetleń.
Co powiedział Tusk
Premier przedstawił Sejmowi to, co nazwał najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe miesiące. Zakres czasowy określił precyzyjnie: „Mówię, tak jak powiedziałem, o najbliższych kilku miesiącach, czyli, powiedzmy, do wczesnej wiosny, ponieważ według wszystkich źródeł właśnie późna jesień i zima będą najbardziej krytycznym czasem" — wynika ze stenogramu 65. posiedzenia Sejmu.
Powołał się na oceny wywiadów — polskiego, ukraińskiego i sojuszniczych. Wynika z nich, że Moskwa planuje uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Kluczowy był jednak nie sam fakt ataków, lecz ich forma. „Te potencjalne możliwe uderzenia będą miały charakter, w cudzysłowie, ˝przypadkowy˝, tak aby paraliżować albo przynajmniej osłabiać motywację państw NATO" — mówił Tusk.

Mechanizm, który opisał, jest polityczny, nie wojskowy. Rakieta, która spadnie „przypadkiem", nie uruchamia automatycznie art. 5 — uruchamia debatę o tym, czy to już atak. A w tej debacie, zdaniem premiera, część europejskich polityków czeka na wygodne wyjście: „bardzo wielu polityków, a także sił politycznych, które zyskują w tej chwili na sile, czeka tylko na alibi. Nie będziemy umierać za Polskę, nie będziemy ginąć za Łotwę czy Litwę".
Swoją odpowiedź sformułował jako deklarację: „Art. 5, lojalność sojusznicza, wierność zobowiązaniom — to musi stać się naszym markowym znakiem". Data nie była przypadkowa — 17 września to rocznica sowieckiej agresji z 1939 roku.
Praga: przyznajemy rację, szczegółów nie podamy
Dwa dni później, 19 września, czeski premier Andrej Babiš odniósł się do słów Tuska w rozmowie z serwisem TN.cz. „Stoimy w obliczu wojny hybrydowej ze strony Rosji. Na bieżąco oceniamy wszystkie dostępne informacje i dzielimy się nimi na poziomie krajowym i międzynarodowym" — powiedział.

Babiš odmówił podania szczegółów i nie potwierdził, by czeskie służby znały konkretne plany uderzeń na terytorium Czech — powołał się na względy bezpieczeństwa. Jego wypowiedź ma ciężar głównie polityczny: Babiš buduje pozycję na dystansie wobec Brukseli i sceptycyzmie wobec pomocy dla Ukrainy, a mimo to zgodził się z warszawską diagnozą zagrożenia.
W tle jest twardsza ocena czeskiego kontrwywiadu. Szef BIS Michal Koudelka ostrzegał, że Rosja może przetestować spójność NATO „w ciągu miesięcy" — na przykład ograniczonym wtargnięciem na terytorium państwa sojuszniczego. 18 września czeskie myśliwce poleciały do Polski w ramach wzmocnienia wschodniej flanki.
Helsinki: nie przesadzajmy z reakcją
Najciekawszy głos przyszedł z kraju, który ma z Rosją najdłuższą granicę w NATO. Prezydent Finlandii Alexander Stubb udzielił 21 września w Nowym Jorku, na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, wywiadu POLITICO, w którym postawił tezę przeciwną co do wniosków, choć zbieżną co do faktów.

Stubb zgodził się, że Europa powinna przygotować się na kolejne ataki hybrydowe i sabotaż. Dodał jednak, że Rosja nie dąży do pełnoskalowej wojny z NATO — chce zastraszyć sojuszników i skłonić ich do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Z tego wyprowadził wniosek operacyjny: każda przesadzona reakcja na atak hybrydowy jest wygraną Moskwy, bo dokładnie o taki efekt w europejskich stolicach chodzi.
Różnica między Warszawą a Helsinkami nie dotyczy więc tego, czy Rosja prowadzi wojnę hybrydową. Dotyczy tego, czy mówić o tym głośno. Tusk uznał, że społeczeństwo trzeba przygotować mentalnie. Stubb — że rozgłos jest częścią rosyjskiego narzędzia.
Hengelo: „kult śmierci"
Najostrzejsza reakcja nie przyszła od żadnego szefa rządu. 20 września o 16:42 Brian Geertshuis, przewodniczący klubu Forum voor Democratie w radzie miejskiej Hengelo, opublikował w serwisie X wpis po angielsku, zilustrowany zdjęciem Tuska na tle flagi Unii Europejskiej. Liczniki widoczne pod kartą to stan na 22 września.
You want war? You can have it, but don't count on the Netherlands. We are sick of this relentless warmongering from the EU deathcult!
Diplomacy is the only path forward.

Po polsku: „Chcecie wojny? Możecie ją mieć, ale nie liczcie na Holandię. Mamy dość tego nieustannego podżegania do wojny ze strony unijnego kultu śmierci! Dyplomacja to jedyna droga naprzód". Słowo, które w polskich przedrukach stało się „kultem śmierci", brzmi w oryginale deathcult i odnosi się do Unii, nie do samego Tuska — choć wpis ilustruje zdjęcie polskiego premiera.
W kolejnych wpisach kpił z samego pojęcia ataku hybrydowego, pytając, czy chodzi o „inwazję armii Toyot Prius". Geertshuis, weteran sił powietrznych ze służbą w Afganistanie i były policjant, znany jest w Holandii głównie z lokalnych awantur — w 2023 roku prokuratura zajmowała się jego wpisem zestawiającym flagę tęczową z flagą III Rzeszy.
Warto trzymać proporcje: to radny miejski, nie członek Tweede Kamer i nie rzecznik rządu w Hadze. Jego wpis rozszedł się szerzej niż komunikaty ministerstw, ale mandat, który za nim stoi, pochodzi z wyborów samorządowych w mieście liczącym około 80 tys. mieszkańców.

Hengelo nie jest przy tym przypadkowym adresem. W mieście działa zakład Destinus produkujący drony uderzeniowe dla frontu ukraińskiego — półtora kilometra od gęsto zabudowanej dzielnicy De Nijverheid. Pod koniec sierpnia poseł FVD Pepijn van Houwelingen złożył w tej sprawie pytania do resortu obrony: co się stanie z mieszkańcami, jeśli Rosja uderzy w fabrykę, i czy Holandia ma czym zestrzelić pocisk klasy Oriesznik. Ministerstwo odmówiło odpowiedzi na większość z nich, powołując się na tajemnicę wojskową.
Wpis o „kulcie śmierci" jest więc lokalną polityką ubraną w język europejski. Dla mieszkańca dzielnicy oddalonej o półtora kilometra od fabryki dronów zdanie „nie liczcie na Holandię" brzmi inaczej niż w Warszawie.
Stan wyjątkowy a kalendarz wyborczy
Wystąpienie premiera czytano w Polsce również przez kalendarz wyborczy. Teza, która wróciła w komentarzach prawicy, brzmi: nawet ograniczony incydent zbrojny i stan wyjątkowy przy granicy dałyby rządowi podstawę do odsunięcia wyborów w czasie.
Podstawa prawna jest bezsporna. Art. 228 ust. 7 Konstytucji zakazuje przeprowadzania wyborów do Sejmu, Senatu i organów samorządu oraz wyborów prezydenckich w czasie stanu nadzwyczajnego i przez 90 dni po jego zakończeniu, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Stan wyjątkowy wprowadza prezydent na wniosek Rady Ministrów, na maksymalnie 90 dni, z jednorazowym przedłużeniem o 60 dni za zgodą Sejmu. Licząc z okresem karencji, daje to do około ośmiu miesięcy poślizgu. Wybory parlamentarne wypadają jesienią 2027 roku.

W samym poparciu partyjnym Koalicja Obywatelska prowadzi. We wrześniowym badaniu CBOS ma 26,1 proc., PiS notuje 15 proc. — najniżej od wyborów 2023 roku — a Konfederacja 14,8 proc. W badaniu Opinia24 jest to 31,4 proc. wobec 17,5 proc. PiS i 12,6 proc. Konfederacji. W sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski, przeprowadzonym 18–20 września, KO ma 31,5 proc.
Inaczej wygląda przełożenie na mandaty. W tym samym badaniu United Surveys KO i Lewica zdobywają 231 miejsc w Sejmie, cztery ugrupowania prawicy — 229. Wcześniejszy wrześniowy sondaż dawał obozowi rządzącemu 214 mandatów przy 246 dla prawicy. Rośnie Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna: w badaniu dla WP zyskała 4,1 pkt proc. i doszła do 10,9 proc., zbliżając się do Konfederacji na dwa punkty. Większość wisi na kilku mandatach i w części pomiarów jest już po stronie opozycji.
Notowania samego premiera są ujemne od miesięcy. W sierpniowym pomiarze CBOS ufało mu 39 proc. badanych, nie ufało 46 proc., a 51 proc. deklarowało niezadowolenie z tego, że Donald Tusk jest premierem — i to po siedmiopunktowej poprawie miesiąc do miesiąca.
Trzy wizje w jednym tygodniu
Z pięciu dni między 17 a 21 września układa się obraz, który dla Warszawy jest ważniejszy niż pojedynczy wiralowy wpis. Praga zgadza się z diagnozą i milczy o szczegółach. Helsinki zgadzają się z faktami, ale odrzucają głośną reakcję. A część zachodnioeuropejskiej prawicy — od radnego z Hengelo po siły, które Tusk opisał jako „czekające na alibi" — czyta polskie ostrzeżenia jako przygotowanie gruntu pod większe zaangażowanie militarne Europy i mówi wprost, że nie zamierza w nim uczestniczyć.
To jest dokładnie ten podział, o którym premier mówił w Sejmie. Różnica polega na tym, że w jego wystąpieniu był on hipotezą na zimę. Cztery dni później był już cytatem z 260 tys. wyświetleń.
Źródła: stenogram 65. posiedzenia Sejmu, 17.09.2026, Euronews, Radio Prague International, Expats.cz, UA.News o wywiadzie POLITICO ze Stubbem, De Dagelijkse Standaard o fabryce dronów w Hengelo, NOS o wcześniejszej sprawie Geertshuisa, CBOS via TVN24, Opinia24 via TVN24, United Surveys dla WP, Konstytucja RP, art. 228