Środa, 12 sierpnia 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Polska  ›  6 listopada 2004

Euro zamiast złotówki?

Euro zamiast złotówki?

Rząd Marka Belki, przy poparciu całej lewicy, łącznie z Platformą Obywatelską, chce już w 2009 roku zrezygnować z narodowej waluty i wprowadzić Polskę do strefy euro, nie oglądając się na jeszcze większe bezrobocie, drożyznę i biedę, jakie spowoduje ta operacja. Jednak zdaniem przedstawiciela SLD Marka Wagnera, dalsze ubożenie Polaków nie jest "za wysoką ceną za zastąpienie orła gwiazdkami na monetach i banknotach".

Podczas debaty w Sejmie na temat skutków przystąpienia Polski do strefy euro przemawiający w imieniu rządu Belki minister finansów Mirosław Gronicki opowiedział się za jak najszybszym wprowadzeniem wspólnej waluty. Minister poświęcił wiele czasu na wymienianie korzyści, jakie z tego faktu miałyby odnieść rynki finansowe i - rzekomo - gospodarka, choć przyznał, że Polskę czeka szok. Gronicki przekonywał, iż zwiększenie bezrobocia, drastyczny wzrost cen i spadek tempa wzrostu w krajach UE, które weszły do eurostrefy, ma niewiele wspólnego z wprowadzeniem wspólnej waluty. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego po utworzeniu strefy dystans w rozwoju między Unią a Stanami Zjednoczonymi zamiast maleć - zaczął rosnąć. Minister dość pobieżnie wspomniał o dramatycznych skutkach społecznych ewentualnej decyzji dotyczącej wejścia Polski do eurostrefy. Przyznał tylko, że rezygnacja z podstawowego instrumentu polityki gospodarczej, jakim jest własna polityka pieniężna, spowoduje, iż dla utrzymania konkurencyjności gospodarki będzie konieczna jeszcze większa "mobilność siły roboczej oraz elastyczność cen i płac". Inaczej mówiąc - za wprowadzenie euro zapłacimy w Polsce jeszcze większym bezrobociem, spadkiem wynagrodzeń i wzrostem kosztów życia.
- Będzie szok po wprowadzeniu euro, odczuwalny dla obywateli - przyznał Marek Wagner z SLD, ale - jak się wyraził - "nie jest to za wysoka cena za zastąpienie orła dwunastoma gwiazdkami na banknotach". Oprócz popierających rząd SLD - UP i SdPl za szybką rezygnacją z waluty narodowej opowiedziała się też Platforma Obywatelska. W wystąpieniach Wagnera i Rafała Zagórnego z PO pojawił się charakterystyczny propagandowy ton wobec prawej strony sali sejmowej. - Sami państwo krytykujecie politykę NBP, więc czy nie lepiej powierzyć ją Europejskiemu Bankowi Centralnemu? - pytali przewrotnie.

Bardzo zdecydowanie przeciwko euro wystąpił Jarosław Kaczyński (PiS). - Jeśli chcemy, by Polska i Naród Polski się rozwijały, konieczna jest eliminacja bezrobocia, nędzy, przestępczości, kryzysu urodzeń. Żeby te cele osiągnąć, trzeba mieć własną politykę pieniężną. W eurostrefie będzie to niemożliwe - mówił Kaczyński, dodając, że szok po przejściu na euro trwałby w naszym kraju całe lata.
Waldemar Pawlak (PSL) zwrócił uwagę, że wejście do eurostrefy przynosi korzyści rynkom finansowym, ale nie ludziom. Przestrzegł przed naiwną wiarą w to, iż obcy poprowadzą politykę naszego kraju lepiej od nas samych, i przypomniał, że nawet Komisja Europejska ostrzegła polski rząd, aby się do euro nie spieszył, lecz najpierw ustabilizował gospodarkę i finanse państwa.

- Żeby się szybko rozwijać, nie potrzeba likwidować własnej waluty, lecz prowadzić suwerenną politykę - podsumowała Gabriela Masłowska (LPR). Sprzeciw wobec rezygnacji z własnej waluty zadeklarowały też Samoobrona i koła prawicowe. Traktat akcesyjny nie pozostawia Polsce wyboru: musimy wejść do eurostrefy. Jest to jednak zobowiązanie bezterminowe. - Można je traktować tak jak była brytyjska premier Margaret Thatcher, która sformułowanie, iż "Wielka Brytania wejdzie do eurostrefy w stosownym momencie", opatrzyła w swoich pamiętnikach komentarzem: "Dla wszystkich było jasne, że ten moment nigdy nie nadejdzie". Rząd RP postępuje zupełnie odwrotnie. W rządowych planach przewidziano, że Polska przystąpi do eurostrefy już w 2009 r. Żeby się tak stało, musi w pierwszej połowie 2006 roku przystąpić do europejskiego systemu wymiany walut ERM 2, a w 2007 roku wypełnić kryteria traktatu z Maastricht. Chodzi o obniżenie deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB, utrzymanie długu publicznego poniżej 60 proc. PKB, redukcję inflacji, która nie powinna odbiegać o więcej niż 1,5 proc. od średniej inflacji w trzech krajach eurostrefy o najniższej inflacji, stabilizację na niskim poziomie stopy procentowej oraz utrzymanie kursu walutowego w paśmie wahań +/-15 proc. Do likwidacji suwerenności Polski w dziedzinie polityki pieniężnej konieczna jest ponadto zmiana Konstytucji, która nie pozwala przekazać tej kompetencji Europejskiemu Bankowi Centralnemu z siedzibą w Berlinie. Dla wypełnienia kryteriów istotne znaczenie będzie też miało przekonanie europejskiego centrum statystycznego Eurostat, aby zaliczyło otwarte fundusze emerytalne do sektora finansów publicznych, ponieważ wtedy zgromadzone w nich kilkudziesięciomiliardowe oszczędności pozwoliłyby rządowi szybciej wypełnić kryterium równowagi finansów publicznych. Eurostat zamierza jednak traktować OFE jako instytucje publiczne tylko do marca 2007 r., co może pokrzyżować rządowi plany.

Czytaj dalej