Czwartek, 24 września 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Nauka  ›  Dzisiaj, 24 września

95 proc. paneli w Holandii przegrywa z gazem. Rząd dotował instalacje, które „ocieplają” klimat

Holandia pokryła panelami dachy i pola, żeby ratować klimat. Amsterdam, Rotterdam, ProRail i Eneco, które wspólnie kupują panele, wyliczyły, że typowy panel odrabia emisje z produkcji po ponad 25 latach, a działa od 12 do 15 lat. Ministerstwo odpisało, że wnioski są niedostatecznie naukowe, nie przejmując się raportem.

Farma fotowoltaiczna na wyspie Ameland we Fryzji. Fot. QueenBarenziah / Wikimedia Commons, CC BY 4.0
Farma fotowoltaiczna na wyspie Ameland we Fryzji. Fot. QueenBarenziah / Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Holandia ma najwięcej paneli słonecznych na mieszkańca na świecie. Przez lata dopłacała do nich z publicznych pieniędzy, żeby zmniejszyć emisje CO₂. Według analizy miast i spółek publicznych, które same kupują panele, około 95 proc. paneli zamontowanych w ostatnich trzech latach emisje zwiększy. Zepsują się, zanim wyprodukują tyle czystego prądu, ile potrzeba, by odrobić CO₂ wypuszczone przy ich produkcji.

Autorami analizy nie są przeciwnicy zielonej energii, tylko zespół złożony z gmin, zarządów wodnych i firm energetycznych, które panele kupują. Sprawę opisał 13 lipca 2026 roku tygodnik „De Andere Krant”. Opracowanie trafiło do Ministerstwa Spraw Gospodarczych i Klimatu w grudniu 2024 roku i nie zostało wykorzystane przy kształtowaniu polityki energetycznej.

Policzyli ci, którzy kupują

Public Buyers Group for Sustainable Solar Panels (po niderlandzku Buyer Group Duurzame Zonnepanelen) to zespół instytucji, które wspólnie kupują panele na swoje budynki i grunty. Należą do niego miasta Amsterdam, Rotterdam i Groningen, zarząd wodny Noorderzijlvest, zarządca kolei ProRail, rządowa agencja nieruchomości oraz firmy energetyczne HVC i Eneco. Pracami kierowała organizacja UPCM, a wspierały je rządowa agencja RVO i centrum zamówień publicznych PIANOo. Grupa miała ustalić, jak kupować „bardziej zrównoważone panele”, i przez dwa lata sprawdzała, co właściwie kupuje.

Wnioski wstępne opublikowała we wrześniu 2024 roku w poradniku dla zamawiających. Czytamy tam, że montaż typowego panelu w Holandii jest ze względu na klimat niekorzystny, bo wysoki ślad węglowy produkcji „coraz częściej prowadzi do czasu zwrotu emisji dłuższego niż oczekiwana żywotność”. Autorzy piszą, że gdy tak się dzieje, montaż panelu „prowadzi do przyspieszenia ocieplenia klimatu”. Szczegółowe wyliczenia z grudnia 2024 roku do dziś nie zostały opublikowane.

Panele słoneczne na dachu domu jednorodzinnego w Holandii. Fot. Steven Lek / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Panele słoneczne na dachu domu jednorodzinnego w Holandii. Fot. Steven Lek / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

25 lat na zwrot, 12–15 lat pracy

Kluczowe liczby z raportu, podawane przez „De Andere Krant”:

  • czas zwrotu emisji CO₂ dla typowych paneli montowanych w Holandii: ponad 25 lat,
  • realna średnia żywotność takich paneli: 12–15 lat,
  • emisje z produkcji i montażu instalacji dachowej: 1440 kg CO₂ na kilowat mocy.

Panel, który ma odrobić swoje emisje po 25 latach, trafia na złom po 12–15. W bilansie klimatycznym zostaje więc na minusie. „Typowe” oznacza tu panele z krzemu krystalicznego produkowane w Chinach, które według poradnika mają w Holandii około 95 proc. rynku.

Żywotność 12–15 lat autorzy nazywają „przybliżeniem eksperckim”. Opiera się ono głównie na badaniu z Czech, opublikowanym w 2023 roku w „Solar Energy”. Naukowcy sprawdzili 85 dużych instalacji z lat 2009–2010, zbudowanych z paneli renomowanych producentów. Panele zaczynały się szybko degradować po około dziesięciu latach, a ich średnia żywotność wyniosła 12 lat zamiast zakładanych w biznesplanach 20–25. Według Buyer Group dzisiejsze tanie panele nie są trwalsze, bo są większe, a szkło i ramy mają cieńsze. Gwarancja produktowa takich paneli obejmuje zwykle 10–12 lat. Na ulotkach widnieje jednak 25 lat, bo tyle trwa gwarancja wydajności.

Farma fotowoltaiczna na gruncie rolnym, zdjęcie z drona. Fot. IvanStoter / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Farma fotowoltaiczna na gruncie rolnym, zdjęcie z drona. Fot. IvanStoter / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Czysty prąd z węgla

Najwięcej CO₂ powstaje, zanim panel trafi na dach, przy produkcji krzemu polikrystalicznego z piasku kwarcowego i węgla. Ten etap pochłania ogromne ilości energii elektrycznej. Większość krzemu i paneli na świecie powstaje w Chinach, gdzie według raportu około 65 proc. prądu daje węgiel. Do tego dochodzi energochłonna produkcja szkła, aluminium, miedzi i stali. W praktyce Holandia kupuje czystą energię wyprodukowaną dzięki elektrowniom węglowym po drugiej stronie globu i wpisuje ją do statystyk jako zieloną.

Pręt krzemu polikrystalicznego wytworzony metodą Siemensa, surowiec do produkcji ogniw. Fot. Warut Roonguthai / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0
Pręt krzemu polikrystalicznego wytworzony metodą Siemensa, surowiec do produkcji ogniw. Fot. Warut Roonguthai / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Gdyby całe holenderskie 30 GW mocy zamontować na dachach, sama produkcja i montaż oznaczałyby 43,2 mln ton CO₂. Według autorów to tyle, ile 2,5 mln holenderskich gospodarstw domowych emituje w ciągu roku. Farmy naziemne i pływające potrzebują więcej stali, betonu i kabli, dlatego ich ślad jest o 50–80 proc. wyższy. Te emisje nie trafiają jednak do holenderskich statystyk, bo powstają poza krajem. Liczy się tylko prąd, który panel wyprodukuje w Holandii.

Elektrownia w Nantong w prowincji Jiangsu. Większość prądu dla fabryk krzemu i paneli pochodzi z węgla. Fot. Kristoferb / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Elektrownia w Nantong w prowincji Jiangsu. Większość prądu dla fabryk krzemu i paneli pochodzi z węgla. Fot. Kristoferb / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Im więcej paneli, tym mniej z nich pożytku

Autorzy wymieniają powody, dla których w Holandii bilans wypada gorzej niż w większości krajów. Każdy z nich jest skutkiem tej samej polityki:

  • Za dużo prądu naraz. Pod koniec 2025 roku w kraju działało 29,4 GW mocy w 3,3 mln instalacji (dane CBS). W słoneczne południe prądu jest więcej, niż kraj potrafi zużyć, więc panele się wyłącza. Według wstępnych danych w pierwszej połowie 2024 roku niektóre instalacje stały wyłączone około 600 godzin i wyprodukowały połowę tego, co mogły. Nowsza analiza zakłada, że wyłączenia sięgną 60–75 proc. Każdy nowy panel pogarsza więc wynik wszystkich pozostałych.
  • Mało słońca. Typowa instalacja na płaskim dachu pracuje w Holandii z pełną mocą około 850 godzin w roku. W Hiszpanii i we Włoszech około dwa razy dłużej.
  • Niewiele do zastąpienia. Prąd z paneli wypiera w Holandii prąd z elektrowni gazowych, które emitują mniej CO₂ niż węglowe. Im czystsza sieć, tym mniej CO₂ panel może zaoszczędzić.
  • Nie ma gdzie oddać nadwyżek. Holandia nie ma zbiorników szczytowo-pompowych, więc letnie nadwyżki po prostu przepadają.

Rachunek Buyer Group nie przeczy danym Fraunhofer ISE, według których panel w północnej Europie zwraca energię zużytą na jego produkcję w około rok. Energetyczny czas zwrotu mówi, ile energii panel musi wyprodukować. Węglowy czas zwrotu mówi, ile emisji rzeczywiście pozwala uniknąć. To właśnie ten drugi wskaźnik jest podstawą całej polityki klimatycznej, a przy wyłączeniach i przy zastępowaniu gazu rośnie wielokrotnie.

Ministerstwo: „niedostatecznie naukowe”

Raport opisuje też 60–140 gramów związków PFAS w folii na tylnej stronie typowego panelu, 5–15 gramów ołowiu w lutach i ryzyko pracy przymusowej Ujgurów w łańcuchu dostaw z Sinciangu. W odpowiedzi dla „De Andere Krant” ministerstwo przyznało, że raport zna. Uznało jednak, że wnioski są „niewystarczająco poparte powszechnie przyjętą wiedzą naukową”, i dlatego nie wpłynęły bezpośrednio na politykę. Resort nie wskazał, które wyliczenia uważa za błędne. Zaznaczył przy tym, że od tego roku system dopłat SDE++ określa maksymalny ślad węglowy paneli w dotowanych projektach. Wprowadził więc limit w tej samej sprawie, w której raport uznał za niewiarygodny.

Jeden z ekspertów pracujących nad analizą zastrzegł anonimowość. Redakcja „De Andere Krant” zna jego nazwisko. Przyznał, że był entuzjastą fotowoltaiki i początkowo szukał błędu we własnych obliczeniach. Nie znalazł go. Dziś uważa, że polityka, która pomija emisje powstające poza granicami Holandii, jest nieracjonalna, a rzeczywistość może być jeszcze gorsza, niż zakłada raport.

Rachunek, który płaci odbiorca

Buyer Group proponuje proste rozwiązanie: kupować wyłącznie panele niskoemisyjne, o śladzie około 500–550 kg CO₂ na kilowat, albo ultraniskoemisyjne, o śladzie 260–300 kg. Te pierwsze powstają z krzemu rafinowanego w Europie albo z cieńszych płytek. Te drugie to masowo produkowane od dziesięcioleci panele cienkowarstwowe. Według wstępnych wyliczeń grupy panel ultraniskoemisyjny odrabia emisje w 4–6 lat, a kosztuje 1–5 proc. więcej. Oznacza to jednak kolejny limit, kolejne świadectwo i kolejną pozycję w kosztach instalacji.

Całą sprawę dobrze streszcza jedna sprzeczność. Unijna polityka klimatyczna wycenia każdą tonę CO₂ wypuszczoną przez europejską elektrownię. W systemie ETS kosztuje ona kilkadziesiąt euro i ostatecznie trafia do rachunków za prąd. Ta sama polityka przez lata dopłacała do paneli, których emisje powstają w Azji i w europejskich rachunkach nie istnieją. Liczenie CO₂ miało mierzyć wpływ na klimat. W praktyce ustala, kto płaci. Płaci odbiorca prądu w Europie, a klimat według wyliczeń samych holenderskich instytucji na tym nie zyskał.

Źródła: De Andere Krant, Buyer Group Duurzame Zonnepanelen — poradnik III (PDF), strona projektu Buyer Group, Clintel, Libra i in., „Solar Energy” 2023, Solar Magazine / CBS, Fraunhofer ISE

AI Materiał przygotowany z udziałem narzędzi sztucznej inteligencji, pod nadzorem redakcji.
← Więcej w dziale Nauka

Czytaj dalej