27 rejestracji zamiast jednego rynku. PPWR i ROP dobijają małe firmy w UE
Od 12 sierpnia firma z Polski, która wyśle jedną paczkę do Czech, musi być tam zarejestrowana i mieć miejscowego pełnomocnika. To samo w Austrii, Niemczech, Francji. Sprzedawcy masowo wyłączają wysyłkę zagraniczną, a sklepy spoza Unii, dla których ten obowiązek wymyślono, działają dalej.
Wspólny rynek miał oznaczać, że towar sprzedany w Poznaniu jedzie do Pragi bez papierów. Od 12 sierpnia 2026 roku jest odwrotnie. Rozporządzenie opakowaniowe PPWR — akt (UE) 2025/40, który zaczął być stosowany tego dnia — wymaga, żeby przedsiębiorca wysyłający zapakowany towar do konsumenta w innym państwie członkowskim był zarejestrowany w tamtejszym rejestrze producentów i miał tam ustanowionego na piśmie upoważnionego przedstawiciela. Osobno w każdym kraju, do którego wysyła.
Nie ma progu minimalnego. Obowiązek uruchamia pierwsza paczka. Także pierwsza i jedyna w roku, także darmowa próbka wysłana kontrahentowi.
Jeden rynek, dwadzieścia siedem rejestrów
Rozszerzona odpowiedzialność producenta, czyli ROP, funkcjonuje w Unii od lat i od początku jest zbudowana krajowo. Każde państwo prowadzi własny rejestr, własne organizacje odzysku, własne stawki i własne terminy sprawozdań. Niemcy mają rejestr LUCID, Francja system bonus-malus, Belgia organizację Fost Plus. PPWR miało to ujednolicić — i w warstwie definicji rzeczywiście ujednoliciło. Ale artykuł 44 rozporządzenia potwierdza dokładnie ten sam model: rejestr prowadzi każde państwo z osobna. Jednego europejskiego rejestru nie ma i przed 2028 rokiem nie będzie.
Skalę bałaganu policzono. W badaniu zleconym przez Amazon sprawdzono, co musi wypełnić sprzedawca rejestrujący się w dziesięciu krajach Unii: 64 różne pola formularzy, od 11 w Belgii i Hiszpanii do ponad 20 w Szwecji, średnio 16 na kraj. Ponad połowa z nich — 35 pól — występuje tylko w jednym państwie. A 47 pól, czyli 73 procent całości, w ogóle nie wynika z prawa unijnego; dopisały je sobie krajowe rejestry. Sama procedura trwa od dwóch do sześciu tygodni, zależnie od kraju.

Do tego dochodzą inne języki, inne systemy logowania, inne kalendarze sprawozdawcze i częste rozdzielenie obowiązków między rejestr państwowy a organizację odzysku, z którą trzeba podpisać osobną umowę.
Ile to kosztuje przy jednej paczce dziennie
Opłata za sam recykling opakowania jest zwykle groszowa — kilkanaście kilogramów kartonu rocznie kosztuje tyle, co kilka kaw. Płaci się za co innego: za to, że w ogóle wolno wysłać.
Polscy sprzedawcy podają na forum Allegro konkretne rachunki. Austria: pełnomocnik od 150 do 350 euro rocznie plus rejestracja od 150 do 500 euro — razem około 1000–2150 złotych za jeden kraj. Czechy: składka do organizacji Eko-Kom to 1600 koron, ale pośrednicy za obsługę pełnomocnictwa liczą 1500–2000 złotych rocznie. Niemiecki serwis branżowy e-commerce-magazin szacował na początku sierpnia, że sprzedawca wysyłający do pięciu krajów Unii zapłaci za same formalności kilka tysięcy euro rocznie.
„Niby jesteśmy w Unii, niby mamy zunifikowany rynek, a żeby sprzedawać do innych krajów wymaga się od nas rejestracji w każdym kraju osobno" — podsumowuje jeden z uczestników dyskusji na forum Allegro.
Rachunek robi się prosty. Przy średnio jednej paczce dziennie do Czech i dwóch tysiącach złotych kosztów stałych sprzedaż przestaje mieć sens. Wątek na forum nosi tytuł „EPR = zwijanie sprzedaży na rynkach zagranicznych" i tym właśnie się kończy: wyłączeniem wysyłki.
Niemiecki Händlerbund oszacował, że nowy obowiązek tworzy rynek usług pełnomocnika wart od jednego do dwóch miliardów euro rocznie. To pieniądze, które nie idą na recykling ani na zbiórkę odpadów. Idą do pośredników za czynność administracyjną.
Wysyłka wyłączona 12 sierpnia
Skutek widać było tego samego dnia, w którym przepis zaczął obowiązywać. Telewizja ZDF opisała 22 sierpnia właścicielkę niemieckiego sklepu z materiałami do rękodzieła, która wyłączyła wysyłkę do innych krajów Unii dokładnie 12 sierpnia i szacuje roczną stratę na kwotę cztero- do pięciocyfrowej. Około 80 procent jej zamówień pochodziło z Niemiec — reszta była marginesem, którego nie opłaca się już legalizować.

Reakcja była szybsza niż zwykle przy przepisach technicznych. Petycję zainicjowaną przez słowacką mikroprzedsiębiorczynię podpisało do 19 sierpnia ponad 69 tysięcy osób. Na stronie konsultacyjnej Komisji Europejskiej, otwartej do 3 września, zebrało się ponad 5 tysięcy komentarzy — w przytłaczającej większości od firm małych i mikro.
Komisja chciała to zawiesić. Rada powiedziała nie
Bruksela problem zauważyła, i to wcześnie. W pakiecie zwanym omnibusem środowiskowym Komisja zaproponowała zawieszenie stosowania artykułu 45 ustęp 3 PPWR — czyli właśnie obowiązku pełnomocnika — aż do 1 stycznia 2035 roku.
Tu jest miejsce na najważniejsze zdanie w całej tej sprawie. Proponowane zawieszenie miało objąć wyłącznie producentów mających siedzibę w Unii. Dla firm z krajów trzecich obowiązek pozostawał w mocy. Innymi słowy: sama Komisja uznała, że narzędzie ma sens tylko wobec sprzedawców spoza Unii, a wobec firm unijnych jest zbędnym obciążeniem.
Propozycja nie przeszła. Rada Unii Europejskiej wykreśliła zawieszenie ze swojego mandatu negocjacyjnego i przerwała prace nad tą częścią omnibusa — według branżowego serwisu Händlerbund stało się to 24 czerwca 2026 roku, choć kancelaria IT-Recht datuje wstrzymanie rozmów już na kwiecień; różnica bierze się z tego, że sprawa wracała na posiedzenia Rady kilka razy, zanim wypadła z mandatu ostatecznie. Przeciw była wyraźna większość państw członkowskich. Rada odesłała temat do szerszego przeglądu zasad ROP, zapowiedzianego na jesień 2026 roku.

W grze został Parlament Europejski, który negocjuje wersję okrojoną. Głosowanie nad sprawozdaniem komisji ENVI zaplanowano na 1 października 2026 roku, pierwsze czytanie najwcześniej w tym samym miesiącu. Do tego czasu obowiązek obowiązuje.
Berlin próbuje ratować sytuację. Za mało i za późno
7 września rząd Niemiec przedstawił w Brukseli, na posiedzeniu przygotowawczym do omnibusa środowiskowego, własną poprawkę do artykułu 45. Komunikat resortu środowiska ukazał się dzień później.
Propozycja ma dwa punkty. Po pierwsze, firmy wprowadzające na rynek mniej niż 10 ton opakowań rocznie miałyby być zwolnione z obowiązku ustanawiania pełnomocnika za granicą. Po drugie, obowiązek rejestracji miałby zostać odroczony do połowy 2028 roku — do czasu uruchomienia centralnego, europejskiego systemu.

Kierunek dobry, skutek dla polskiego sklepu wysyłkowego — żaden albo prawie żaden. Po pierwsze, to na razie stanowisko jednego rządu w gremium, które ten sam pomysł w łagodniejszej wersji już raz odrzuciło. Po drugie, nie wiadomo nawet, czy próg 10 ton liczyłby się dla całej Unii, czy osobno dla każdego kraju — a to zmienia wszystko. Po trzecie i najważniejsze: zwolnienie dotyczy pełnomocnika, nie rejestracji. Rejestr w każdym kraju zostaje, sprawozdania zostają, opłaty zostają. Znika jedna z trzech warstw kosztu, i to dopiero za kilka lat.
Kto naprawdę nie płaci
Obowiązek pełnomocnika wymyślono po to, żeby dało się ścigać sprzedawcę, którego nie ma na terenie Unii. Nazywa się to w żargonie branżowym problemem „free riderów" — firm, które sprzedają na rynek unijny, nie rejestrują się nigdzie i nie płacą za recykling opakowań, w których wysyłają towar.
Skala jest znana. W 2024 roku do Unii trafiło 4,6 miliarda przesyłek o wartości poniżej 150 euro, z czego ponad 91 procent nadano w Chinach. Od 1 lipca 2026 roku Unia zniosła zwolnienie celne dla takich paczek i wprowadziła zryczałtowaną opłatę 3 euro od sztuki — po tym, jak przyspieszyła harmonogram o dwa lata.
Problem w tym, że wobec sprzedawcy zarejestrowanego w Shenzhen czy Kantonie unijne państwo nie ma realnego instrumentu przymusu. Deklarowane kary sięgają 200 tysięcy euro, ale ściągalność wobec podmiotu bez majątku w Unii jest bliska zeru. Jedyne, co naprawdę działa, to zablokowanie konta na platformie sprzedażowej — a od 12 sierpnia Amazon, Zalando, Allegro, Temu i TikTok Shop rzeczywiście muszą weryfikować numery rejestracyjne swoich sprzedawców.

Blokada konta jest jednak karą odwracalną w kilka dni. Zablokowany sprzedawca zakłada nową spółkę, nowe konto, nowy numer i wraca. Firma z Wielkopolski takiego manewru nie wykona — ma jeden numer NIP, jeden adres i jedną reputację. Represja, która dla jednych jest kosztem operacyjnym, dla drugich jest końcem działalności.
Polska jeszcze nie ma ROP, a już go stosuje
Osobny wątek, o którym w polskiej debacie mówi się za mało: Polska wciąż nie ma docelowej ustawy o ROP dla opakowań. Projekt UC100 Rządowe Centrum Legislacji opublikowało w sierpniu 2025 roku i wiosną 2026 wciąż był w konsultacjach. Harmonogram przesuwano wielokrotnie, pełne wdrożenie modelu planowane jest na 2028 rok, a prawnicy wskazują, że część zapisów projektu może być niezgodna z prawem unijnym.
Efekt jest taki, że polski sprzedawca musi od sierpnia spełniać wymogi PPWR w Czechach, Austrii czy Niemczech, nie mając jeszcze stabilnego systemu we własnym kraju. Allegro od 2026 roku żąda numerów EPR od sprzedających — bez tego znikają oferty na rynkach zagranicznych.
Zamach czy skutek uboczny
Trudno dowieść intencji, łatwo policzyć skutki. Konstrukcja jest taka: koszt wejścia na każdy kolejny rynek Unii ma charakter stały i nie zależy od wolumenu sprzedaży. Firma wysyłająca dwadzieścia paczek rocznie płaci za pełnomocnika tyle samo, co firma wysyłająca dwadzieścia tysięcy. To jest definicja bariery, która eliminuje małych i premiuje dużych — a przy okazji premiuje tych, którzy przepisu i tak nie stosują.
Duży sprzedawca ma dział compliance albo korzysta z programów w rodzaju Amazon Pay on Behalf, obsługującego ponad 300 tysięcy sprzedawców w pięciu krajach. Mikrofirma ma właściciela, który wieczorem pakuje paczki. Dla niej 64 pola formularza w dziesięciu portalach to nie jest uciążliwość — to jest decyzja o wycofaniu się z rynku.
Trzeba uczciwie dodać, że sam cel przepisu jest sensowny: ktoś musi płacić za odpady opakowaniowe, a przez lata nie płacili właśnie sprzedawcy spoza Unii. Wadliwe jest wykonanie. Zamiast jednego europejskiego rejestru z jedną opłatą i jednym sprawozdaniem — dwadzieścia siedem rejestrów, 64 pola, i obowiązek, który Komisja sama uznała za zbędny wobec firm unijnych, ale nie zdołała go zawiesić.
Efekt netto na dziś: rynek wewnętrzny został dla najmniejszych zamknięty administracyjnie, a konkurencja, którą regulacja miała dogonić, bije brawo.
Źródła: BMUKN — komunikat rządu Niemiec, ZDFheute, Händlerbund, IT-Recht Kanzlei, e-commerce-magazin, Packaging Gateway, About Amazon EU — badanie o rejestracjach, EUROPEN, Komisja Europejska — koniec zwolnienia celnego 150 euro, forum Allegro