Brian Avery przeciwko izraelskiej armii
EI/r.n. | 2005-02-24 23:40:20
W zeszłą środę do Tel Awiwu przyleciał ze Stanów Zjednoczonych Brian Avery - ofiara izraelskiej armii. 28 lutego izraelski sąd będzie rozstrzygał jego petycję dotyczącą zbrodni, której dopuściła się na nim izraelska armia.
Brian, amerykański aktywista walczący o prawa człowieka na czele International Solidarity Movement został postrzelony w twarz 5 kwietnia 2003 roku, kiedy to z rękoma uniesionymi w górze stał na jednej z ulic we wschodniej części Strefy Gazy w mieście Jeninie.
Pocisk uderzył w centralną część twarzy Briana, cudem przeżył.
Międzynarodowi aktywiści z Danii i Szwecji, którzy widzieli całe zdarzenie mówią, że Brian stał pod jedną z lamp na jednej z pustych ulic. W uniesionych rękach trzymał białą koszulkę służb medycznych, wyraźnie dając znać żołnierzom, że jest nieuzbrojonym obcokrajowcem. Izraelscy żołnierze APC podjechali do Briana i bez ostrzeżenia postrzelili go centralnie w głowę, po czym odjechali.
Izraelska armia oświadczyła, że nie ma żadnych dowodów na to, że Brian został postrzelony przez ogień izraelskich żołnierzy. W oświadczeniu tym nie jednak wzięto pod uwagę zeznań świadków, którzy dokładnie opisywali całą sytuację.
We właściwie wszystkich przypadkach, w których giną zagraniczni obywatele (nie licząc już samych Palestyńczyków), izraelska armia nie podejmuje żadnych działań przeciwko żołnierzom, dla których człowiek innego pochodzenia jest pierwszym elementem do likwidacji.
Sadystyczni izraelscy żołnierze, u których rasizm staje się coraz częściej podstawą życiową nie są więc karani za popełniane zbrodnie.
6 dni po postrzeleniu brytyjskiego aktywisty zginął Tom Hurndall, którego zastrzelono w Rafah. Śledztwo w tej sprawie wykazało, że żołnierze kłamali podczas jednego z procesów, który póżniej zresztą odroczono.
Mikros³uchawka
