A Rosjanie to samo...
WM: ND | 2004-09-08 21:19:52
Amerykańska gazeta "Los Angeles Times" poinformowała, że wojska rosyjskie tuż po zajęciu szkoły w Biesłanie przez terrorystów uprowadzili kilkudziesięciu członków rodzin czeczeńskich przywódców, łącznie z dziećmi. W ten sposób przygotowali się do ewentualnej "wymiany zakładników".
"O 6.00 rano we wsi Znamienskoje żołnierze rosyjscy przeskoczyli przez mur, wyłamali okna i drzwi. Ich ofiary jeszcze spały. Szturchając i kopiąc 67-letniego Chaważa Siemijewa i jego żonę, zaciągnęli ich do ciężarówki, następnie powrócili po pozostałych: dwójkę ich synów, dwóch siostrzeńców, synową i 52-letnią siostrę Siemijewa. Potem - nawet Siemijew nie wierzył własnym oczom - żołnierze powrócili, aby zabrać jego wnuków: 11-letniego Mansura, 9-letniego Małchaznia i 7-letniego Mameda" - pisał w ostatnich dniach "Los Angeles Times", powołując się na świadków.
Ich wszystkich, w piżamach i w kapciach zawieziono do rosyjskiego centrum dowodzenia w Chankale. Tam mężczyzn zmuszono do przyjęcia pozycji klęczącej i schylenia głowy do ziemi. Na głowy nałożono im worki (podobnie postępują siły USA w Iraku), a ręce związano za plecami. Przez całą dobę kopano tych, którzy się poruszali - pisze amerykański dziennik.
Pojmanych zakładników Rosjanie mieli już następnego dnia po napaści terrorystów na szkołę w Biesłanie. Według niektórych ocen, od czwartku do soboty przetrzymywano w Chankale 40 członków rodzin przywódców bojowników czeczeńskich. - Zrozumieliśmy, że chcieli nas zamienić na zakładników w Biesłanie - powiedział Siemijew w wywiadzie dla amerykańskiej gazety.
Mimo to władze rosyjskie tłumaczyły, że miały na celu jedynie obronić krewnych przywódców... W oświadczeniu sztabu operacyjnego na Północnym Kaukazie przekonuje się, że informacje uzyskane przez ich wywiad mówiły o planach zabicia przez czeczeńskich bojowników ich rodaków i oskarżenia o to później rosyjskich sił stacjonujących w Czeczenii.
Mikros³uchawka
Komentarze (0):
