Środa, 12 sierpnia 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Świat  ›  17 kwietnia 2006

Sługa musi...

Sługa musi...

Ja przemawiałem jawnie przed światem (...) Potajemnie nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem" - tak, według św. Jana, odpowiedział Pan Jezus na zapytanie arcykapłana Annasza o Jego naukę. - Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa mówiąc: :Tak odpowiadasz arcykapłanowi?: Jestem prawie pewien, że ten sługa, zanim Pana Jezusa uderzył, najpierw upewnił się, że arcykapłan go zauważy i zapamięta. Słudzy bowiem, zwłaszcza w takich sytuacjach, starają się swemu panu przypodobać i dlatego nie tylko w podskokach wykonują jego polecenia, ale skwapliwie próbują nawet odgadywać jego ukryte życzenia. Czasami z tym nie trafiają i swoją nadgorliwością wprowadzają pana w zakłopotanie, ale nawet i wtedy mogą liczyć, że zostaną zapamiętani i w stosownym momencie wynagrodzeni.

W ten właśnie sposób zachowała się większość dziennikarzy, którzy w ostatnim tygodniu wypowiadali się na temat mego feletionu w Radio Maryja, w zasadzie poświęconego krytyce polskiej polityki zagranicznej, a w szczególnoości - ustępliwości rządu w sprwie żądań finanansowych Światowego Kongresu Żydów i Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego. Bezpośrednim powodem wygłoszenia tego felietonu była obietnica, jaką pan premier złożył 16 marca dyrektorowi Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, panu Dawidowi Harrisowi, że sprawa tych roszczeń zostanie załatwiona "jeszcze w tym roku". Ponieważ w grę może wchodzić 60, a może nawet 65 mld dolarów, a więc równowartość rocznego budżetu państwa, zaś roszczenia te nie mają żadnej podstawy prawnej uważałem, że opinia publiczna powinna się o tym dowiedzieć, zanim będzie za późno. Większość dziennikarzy mego felietonu oczywiście nie wysłuchała, a dowodem jest choćby to, że powtarzali fałszywą informacją zawartą w oświadczeniu Rady Etyki Mediów, jakoby został on nadany 27 marca, podczas gdy faktycznie został nadany dopiero 29 o godzinie 20:50. Wszyscy jednak, jeden przez drugiego, potępili moje wystąpienie jako "haniebne", wręcz przepychając się nawzajem, żeby tylko mi dokopać w nadziei, że "pan" zauważy, odnotuje i w swoim czasie wynagrodzi.

Przy okazji sprawdziło się spostrzeżenie Stańczyka, że w Polsce najwięcej jest lekarzy. Objawiło się conajmniej dwóch: pan red. Piotr Pacewicz z "Gazety Wyborczej" i pan Daniel Passent, za komuny dziennikarz "Polityki", a po zmianie komuny na demokrację, za ministerium Dariusza Rosatiego i Bronisława Geremka - również ambasador w Chile. Obydawaj, nie widząc mnie na oczy, stwierdzili u mnie chorobę psychiczna, wpisując się tym samym do chlubnej tradycji psychiatrii sowieckiej, która w tym samym trybie stwierdzała o różnych osób "schizofrenię bezobjawową". Przypominam, że w ten sposób za wariata został uznany m.in. pan Włodzimierz Bukowski, więc jestem w nie najgorszym towarzystwie.

Ale nie chcę się żalić, bo byłoby to niemądre. Francuzi mówią, że "kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat". Ze służalacami bywa podobnie, tyle - że odwrotnie. Kto ma naturę służalca, to zachowa ją bez względu na to czy akurat jest redaktorem, czy zrobią go ambasadorem. Zawsze będzie merdał ogonem przed swoim panem i obszczekiwał każdego, na kogo zostanie poszczuty. Ani więc się nie zalę na pana red. Passenta, ani mu się nie dziwię. Jeśli w ogóle o nim wspominam, to tylko dlatego, że podczas rozmowy w TV-5 w niedzielę 9 kwietnia, wypowiedział był, w jego mniemaniu oczywisty pogląd, że "niektóre poglądy powinny być niedopuszczalne".
Nawiasem mówiąc, TV-5 to interesujący układ. Wcześniej nadaje takie sobie różne programy, a wieczorem - już czystą pornografię. Ważną funkcję pełni tam pan red. Tomasz Wołek, uchodzący w związku z tym prawie za autorytet moralny. Ale mniejsza z tym. Pogląd, że "niektóre poglądy powinny być niedopuszczalne" towarzyszy panu Danielowi Passentowi od wczesnej, socjalistycznej młodości. Jest więc stały, a w swoich totalniackich przekonaniach, z tym jednak, że zmieniają się poglądy, niedopuszczalne, jako te "niektóre". W czasach socjalistycznej młodości i wieku męskiego pana red. Passenta, za "niektóre" i w związku z tym "niedopuszczalne" uchodziły poglądy "antysocjalistyczne", w chwilach napięcia nazywane nawet "kontrrewolucyjnymi". W 1972 roku raczył mnie nawet skarcić za próbę ich przemycenia w studenckim piśmie "Merkuriusz". Teraz oczywiście w oczach pana red. Passenta "niektóre" i z tego powodu "niedopuszczalne" są już całkiem inne poglądy. Z powodu tej zmienności "niedopuszczalnych" poglądów, warto zastanowić się nad regułami, według których punkt ciężkości z "niektórych" na "niektóre" tak sie przesuwa. Wydaje mi się, że zależy to od pana, któremu pan red. Passent akurat się wysługuje. Sądzę bowiem, ze wysługiwanie stało się jego naturą do tego stopnia, że tych, którzy wysługiwać się nie chcą, uważa za chorych psychicznie. Inni służalcy też uważają takich co najmniej frajerów i chętnie korzystają z okazji, żeby jakiemuś panu zademonstrować swoją gotowość.

Czytaj dalej