Polska
18:52
2 min
Czuję się jak w szpitalu, o którym raz na zawsze zapomniały państwowe NFZty. Wypełnione po brzegi sale, ustawione wzdłuż szpitalnego korytarza tymczasowe łóżka. Na nich jakieś żywe istoty, które co pewien czas wydają dźwięki. Dźwięki bólu, rozpaczy i radości, bedącej bardziej chorobą, niż naturalnym odruchem psychiki. Kilka sal dalej trwa poród. Główkę już widać, choć trwa to już od dłuższego czasu. Czy to sen? Jedno jest pewne - sprawa nie posuwa się wyraźnie dalej, natomiast ów ból potęguje sie z każdą chwilą najdrobniejszej sekundy życia rodzącej właśnie matki.