Tajemnice chińskiego internetu
Ograniczanie chińskim obywatelom dostępu do "zbyt wielu" informacji to codzienność i jedno z priorytetowych zadań rządu w Beijing.
Armia internetowych policjantów każdego dnia kasuje tysiące wpisów na internetowych forach. Automatyczne filtry blokują dostęp do tysięcy witryn sieci web.
W ogromnej pracy chińskich cenzorów znaczącą rolę ma biznes prywatny. Dużo zagranicznych firm, w tym amerykańscy giganci, cenzurują swoje strony bojąc się storpedowania własnych interesów lub zamknięcia w więzieniach własnych pracowników.
Taki m.in. wnioski wypływają z ostatniego kongresu, na którym spotkali się przedstawiciele Google, Yahoo, Microsoft i Cisco Systems, którzy wyjaśniali swoją rolę w pracy z rządem w Beijing.
"Nasze analizy wykazują, że cenzura chińskiego internetu ma najdalej posuniętą formę na świecie", mówi John Palfrey, profesor prawa i dyrektor Berkman Center for Internet & Society na Uniwersytecie Harvarda.
Cały chiński ruch internetowy jest filtrowany przez rządowe filtry, które blokują strony i adresy ip serwerów, które mogą wydawać się podejrzane. Gdy użytkownicy próbują dostać się na takie strony, zazwyczaj wyskakuje błąd - strony nie znaleziono.
Dokładna liczba stron www, która jest blokowana przez chiński rząd jest nieznana. Wiadomo jednak, że są to tysiące adresów. Wśród nich znajdują się strony należące do Amnesty International, Voice of America i serwisy BBC.
Chińska policja internetowa składa się z około 30-35 tysięcy pracowników. Ich zadaniem, zgodnie z informacjami podawanymi przez organizacje ochrony praw człowieka, jest przeszukiwanie sieci w poszukiwaniu materiałów to usunięcia bądź blokady.
Pozwalając na pornografię, rząd stara się zablokować strony mogące mieć wpływ na tamtejszą politykę.
Lucie Morillon, przedstawicielka organizacji Reporterzy bez Granic z Waszyngtonu, mówi że zespół pod jej przewodnictwem sprawdził szybkość reakcji chińskich cenzorów. Na kilku internetowych forach korzystając z chińskich łącz umieszczono tekst związany z wolnymi wyborami. Po 30 minutach wiadomość została usunięta.
W odpowiedzi na zarzuty, Liu Zhengrond, rzecznik prasowy rządu chińskiego ds. internetu, stwierdził że Chiny blokują "tylko ułamek" stron dostępnych na zagranicznych serwerach. Celem tej blokady - jak mówi Zhengrond - ma być ochrona dzieci przed niewskazanymi dla nich treściami.
- Chińskie społeczeństwo może bez przeszkód wyrażać poglądy polityczne - mówi Liu zaprzeczając jakoby policja zajmowała się aresztowaniami indywidualnych użytkowników internetu.
Żeby móc prowadzić biznes w Chinach, firmy posiadające tam swoje przedstawicielstwa muszą zgodzić się na blokadę określonych treści zgodnie z obowiązującym tam prawem.