Świecący ocean
Świecący obszar wielkości stanu Connecticut został zarejestrowany na zdjęciach satelitarnych Oceanu Indyjskiego. "Okoliczności tego zjawiska nie są znane" - mówi Steven Miller z Naval Research Laboratory, który rozpoczął pracę nad przedziwnym zjawiskiem, które opisywał niegdyś znany na całym świecie powieściopisarz fantastyczno-naukowy, Juliusz Verne (1828-1905).
Jedynym, jak na razie najlepszym wytłumaczeniem bez pokrycia dowodowego, jest bioluminescencyjna substancja wytwarzana przez bakterie, które kolonizują pewną, nieznaną jak na razie organiczną substancję - wyjaśnia naukowiec.
Zdjęcia satelitarne mają pomóc w odpowiednim namierzeniu obszaru do badań, które mają pomóc w odpowiedzi na przyczyny występowania tego bardzo tajemniczego zjawiska.
Fenomen ten opisywał już Juliusz Verne, w powieści "20 000 mil podmorskiej żeglugi" z 1875 roku. Żeglarze obserwowali wtedy świecące się morze, zaś Verne umieścił ich opowieść w swoim znakomitym dziele:
"Moi kompani i ja byliśmy świadkami ciekawego spektaklu. Salon był wówczas otwarty, światło nawigacyjne Nautiliusa było wyłączone. Obserwowałem stan morza. W pewnej chwili podpłynęła do mnie potężna ryba, która rzuciła olbrzymi cień. W tym momencie Nautilius znalazł się w mocnym oświetleniu. W pierwszym momencie myślałem, że światło nawigacyjne łodzi jest włączone, zaś przedstawienie jest wywołane jego rozproszeniem. Myliłem się i szybko dostrzegłem swój błąd. Nautiulius znajdował się w lekko przeźroczystym, fluorescencyjnym łóżku (...)"
Bioluminescencja morza znana jest natomiast od wielu wieków. Pierwsza informacja o tym zjawisku pochodzi z roku 250 pnCh. Pojawiły się wtedy pierwsze informacje dotyczące istot, które owe świecenie mogły wywoływać. Miały to być bardzo malutkie organizmy, ledwo zauważalne ludzkim wzrokiem.
Benjamin Franklin w 1753 roku pisał: "To jest prawie niemożliwe, żeby tak małe organizmy, które są ledwo dostrzegalne nawet przez najlepsze okulary, mogły wydzielać tyle światła".